<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Radość">
<author_1="Zofia Starowieyska-Morstinowa">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="8">
<date="1950-08-20">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Czyż aż tak troskliwie i miłośnie byłby musiał Bóg tworzyć świat i zawiłe sprawy jego, by stał się on dla nas jedynie przedmiotem do odrzucenia, barierą, którą musimy przeskoczyć! Czyż Pan Bóg, podchwytliwy jak nieufny względem uczniów profesor, tak migotliwe, tak skomplikowane na nas zastawił sieci, aby trudniej nam było nie uwikłać się w ich splątane a jadowite oka. Czyż wszystkie uczucia, aspiracje, pragnienia, tęsknoty, które burzą się w naszych sercach, tkwią w nich jedynie na to, by je jak wilki na drzewie obcinać? Nie, wszystko się burzy i buntuje w człowieku przeciwko takiemu ujęcia Boga, świata, człowieka i świętości. Buntuje się wrodzony człowiekowi instynkt celowości, buntuje się rozsądek, buntuje się to coś, co w człowieku zawsze zdąża do jedności, do konsekwencji, to wszystko, co jest protestem przeciwko zagładzie i zniszczeniu. Nie, nie na to stworzył Bóg świat i dał człowiekowi — a przez świat rozumiem nie tylko ptaki, gwiazdy i chmury, ale także myśli i pragnienia, miłość i przywiązanie, ciekawość i rozum, żeby go dookoła siebie i w sobie łamał kawałkami wykruszał i precz odrzucał, aby się zeń wyzwalał, i zdeptawszy, stanął wobec Boga nagi i ogołocony z wszelkich Jego darów. Jest coś nieludzkiego i antyboskiego w takim ujęciu. Świat był darem i życie jest darem. A daru nie wolno precz odrzucać i deptać nogami i to na oczach ofiarodawcy. Daru trzeba używać zgodnie z zamiarami i pragnieniami ofiarodawcy. Tymczasem na ścieżkach człowieka zawsze stała ta dziwna pokusa, ta chęć uczczenia Boga przez unicestwienie jego darów: aż musiał Bóg piorunem groźby wypisać na kamiennych tablicach, „nie zabijaj", co znaczy nie niszcz. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
