<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Przybrana córka">
<author_1="JJS.">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="8">
<date="1950-08-27">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Świetny pomysł i niewątpliwie dużo trafnej, satyrycznej obserwacji. Powiedzieć by można: aż za dużo, bo M. Frić chciał pomieścić w swojej parodii wszystkie oklepane amerykańskie „gagi", a równocześnie zrobić z niej widowisko, o czytelnym, fabularnym wątku. Wątek nie mógł być inny, jak bzdurny, „gagi" inne jak wyświechtane i głupie, chodziło tylko o to, żeby ujawnić śmieszność i absurdalność tego wszystkiego, a więc zrobić karykaturę. Otóż tu realizatorzy nie we wszystkim osiągnęli zamierzony efekt. „Przybrana córka" w zbyt wielu momentach jest po prostu naturalistyczną kopią. Kicz ma tę właściwość, że poza wszystkim jest nudny. Satyra na kicz, powinna to demaskować, ale sama nie powinna być nudna ani przez chwilę. Tymczasem film Frića ma sporo partii, które zmuszają widza do ziewania. Jest dowcipny, ale jeszcze za mało śmieszny. Oczywiście — pokazać nudę i nie znudzić, nie jest rzeczą łatwą. Dałoby się to jednak zrobić. Myślę, że sprawą, którą należałoby bardziej przemyśleć z tego punktu widzenia są nie kończące się śpiewy Ellen. Można by w trakcie każdej „arii" pokazać mnóstwo zdarzeń dziejących się tymczasem gdzie indziej, a potem wrócić do sentymentalnej gęsi, wywodzącej nadal swoje trele. Takich „by" jest sporo. Pewne efekty powtarzają się zbyt często, jak na przykład typowe wracanie w przeszłość — robione za każdym razem bardzo dobrze, ale zbyt podobnie. Poza tym zastrzeżenia budzi sposób parodiowania niektórych, konkretnie znanych aktorów. Podrygi Freda Astaira i Ginger Rogers są w naturze idiotyczne, ale trzeba przyznać, że jest to para świetnych tancerzy. Na to żeby ich wyśmiać, trzeba odtańczyć ich karykaturę bardzo umiejętnie.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
