<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Niesolidarnie i egoistycznie">
<author_1="Eugenia Kocwa">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="9">
<date="1950-09-03">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Także i nie dlatego, że "już nie mogłam wytrzymać" — gdyż potrafię wytrzymać bardzo długo, a wtedy było mi już bez porównania lżej, niż w pierwszych miesiącach pobytu w obozie gdy byłam bliska śmierci z wycieńczenia. (Wtedy bym na pewno nie próbowała uciekać!) Głównym motywem mojej ucieczki było pragnienie, by rzecz dla mnie najcenniejsza, a więc wolność, zdobyć własnym wysiłkiem, nie czekając, aż mi ją raczy przynieść ktoś inny. Tu warto zaznaczyć, że koniec wojny wówczas jeszcze wcale nie był tak bliski, jak to się uwięzionym kobietom zdawało. Po mojej ucieczce obóz w Ravensbruck przetrwał jeszcze prawie rok czasu. Kto reprezentował tę „większość" o której pani W. D. pisze, że nie znalazła powodów dość ważkich, by moje absentowanie się z koncentracyjnego obozu uznać za usprawiedliwione? Z treści artykułu należałoby wnosić, że była to większość owej "Wielkiej Piątki", która nawet w obozie nie zdołała wyzwolić się z manii tworzenia "komitetów", odbywania „posiedzeń". Obóz koncentracyjny w Ravensbruck był tak dobrze strzeżony, że prób ucieczek było przez cały czas mojego tam pobytu przeszło dwa lata zaledwie kilkanaście, a udałych nie więcej niż kilka — i to tylko wśród Niemek i niemieckich Cyganek znających teren. Każda ucieczka powodowała przedłużenie się wieczornego apelu nieraz do kilku godzin (ze zdziwieniem dowiedziałam się dopiero teraz, że po mojej ucieczce nawet tego nie było), mimo to nie przypominam sobie, aby którakolwiek z nas miała o to pretensje do tej co uciekła. Przeciwnie, życzyłyśmy jej z całego serca, aby się jej to udało — i to zarówno z życzliwości dla towarzyszki niedoli, jak i ze złośliwości w stosunku do władz osobowych.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
