<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Modlitwa rylcem graficznym">
<author_1="Jerzy Cichocki">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="9">
<date="1950-09-24">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Lecz z interpretacją tą nie można się zgodzić. Weźmy dla przykładu parę plansz. "Przyjdź królestwo Twoje" ukazuje nam raj ziemski, Adama pod drzewem, z twarzą głęboką zamyśloną, piszącego rylcem na tabliczce, w dali Ewę tańczącą z gołębiami. Wilk współżyje spokojnie z barankiem dziecko bawi się bez szkody z jadowitym wężem. Cały obraz tchnie pogodą i spokojem — lecz także dosytem, biernością i bezwładem. Ależ to bardziej przypomina raj w pojęciu mahometańskim, z Ewą jako hurysą, niż Chrystusowe Królestwo. Nie będziemy tu się wdawali w interpretację słów: "Królestwo moje nie jest z tego świata" — podczas gdy owa grafika mówi tylko o tym świecie. Lecz Królestwo, o które prosimy, to nie jest królestwo błogości usypiającej i bezczynnej, ale królestwo ofiarnej miłości — do Boga i do ludzi. W obrazie Wróblewskiej trójka ludzka jest obojętna wobec siebie, a próżno by w tym raju ziemskim szukać miejsca dla jego Króla — dla Chrystusa. A przecież to o Jego królestwo mamy prosić, do Niego tęsknimy, Jego chcemy mieć pośród siebie — żywe wcielenie miłości i dobroci. Ale właśnie ten obraz sielanki kłóci się z tym, co sama autorka narzuca nam jako obraz świata. Bo świat Wróblewskiej jest zły, tragiczny, przeżarty cierpieniem i nędzą — i tylko tym. Nawet u modlących się do Ojca (plansza pierwsza) nie znać ukojenia czy nadziei, lecz tylko rezygnację i poddanie nieuniknionemu losowi; nawet ci śpiewem i trąbami święcący imię Boże aniołowie nie znają radości, spełniają nakaz; oddawanie chwały Bożej nie jest tu bezpośrednim wylewem duszy przepełnionej miłością do Ojca.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
