<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Moje problemy">
<author_1="Kisiel">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="9">
<date="1950-09-24">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Uff, zdenerwowawszy się nieco i jak taki żuk może jednak człowieka wyprowadzić z równowagi. A teraz — raz jeden postanowiłem porzucić moje tematy abstrakcyjne, nicościowe, i zająć się otaczającym mnie życiem i jego problemami. Robię to przeciw sobie i swojemu programowi raz jeden tylko, powtarzam, po to, aby Żuka przekonać, że jak zechcą, to potrafię. Jeśli nie piszę o tych sprawach, to nie dlatego, że ich nie widzę lub że pisać o nich nie umiem, lecz dlatego, że nie chcę. Dlatego, że takie są moje obyczaje, jak mówi Przełęcki w „Przepióreczce". A teraz, Żuku, czytaj uważnie. (Słuchajcie, słuchajcie!) Jednym z najbardziej frapujących problemów otaczającego minie życia jest pająk. Pająk w moim pokoju. Jest to bardzo duży pająk, tak zwany krzyżak. Wisi u mnie pomiędzy oknem (gdy jest otwarte do wewnątrz) a framugą ściany. Jak dotąd — wszystko w porządku. Ale proszę zauważyć jedno: pająk raz jest, raz go nie ma. Kiedy zaś go nie ma, nie ma również pajęczyny. A teraz pytanie: co się dzieje z pajęczyną, gdy pająk odchodzi, przecież jej nie zjada? Proszę, może mi to Żuk wyjaśni — pająk to przecież, jakby nie było, jego kuzyn. A dokąd pająk odchodzi? A co pająk będzie jadł w zimie, gdy nie będzie much? A jak pająk śpi? Czekam wyjaśnień — Żuk dużo mówi o życiu i konkrecie — oto postawiłem mu pytania arcykonkretne. Teraz gdy problem. W nocy, śpiąc, czuję na piersi uciążliwy ciężar. Ciężar jest ciepły i żywy. Budzę się: w ciemności patrzy na moje dwoje jarzących się ślepiów. Najwyraźniej coś na mnie siedzi, ale co? Strzyga, wampir, larwa, zmora?! Nie — to byłby idealizm. Po prostu kot, kocurzak miauozurny, jak pisał Tuwim, wlazł przez okno (parter) i położył się na mnie.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
