<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Millenium">
<author_1="Jan Czekanowski">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="10">
<date="1950-10-08">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Rok bieżący przyniósł nam już bardzo ważne sprawozdania z liczących prac naukowo-badawczych, wykonywanych w dawniej u nas nie praktykowanych rozmiarach, a mających na celu wyjaśnienie genezy państwa polskiego i podstaw jego rozwoju. Są to przygotowania do postanowionego obchodu jego Millenium. O ile o tak wielkich zamierzeniach naukowych, realizowanych z olbrzymim nakładem energii i wiedzy fachowej, wolno pisać bez uroczystego patosu, to pozwoliłbym sobie na zauważenie, że ogłoszone sprawozdania, mimo swoich wielkich walorów naukowych, mają jednak w pewniej mierze charakter protokołów z konwentykli rodzinnych, które zazwyczaj poprzedzają uroczystość złotych godów. Jak to zwykle ze zjazdami rodzinnymi bywa, rej wiodą tam bardziej ustosunkowani, nie zawsze dopuszczający do głosu nie cieszących się równie poważnymi wpływami w familijnym areopagu. W danym przypadku, szczęśliwym zbiegiem okoliczności, ma miejsca naczelne wysunęli się prehistorycy, którzy nareszcie, ze względu na przyszłą uroczystość, z paleolitu i brązu przenieśli się do okresu wczesnohistorycznego. Etnografów i antropologów natomiast w ogóle nie dopuszczono do głosu. Widocznie nie przypuszczano, by ci cośkolwiek mogli powiedzieć do rzeczy. Co gorsza, w lekceważeniu gorzej widzianych krewniaków posunięto się ponoć nawet tak daleko, że niekiedy znajdowane czaszki są ponownie powierzane opiece ziemi, bez poprzedniego ich badania (sic!). Po ludzku rzecz biorąc jest to może dosyć zrozumiale, przecież i wnuków, gromadzących się na złotych weselach, zazwyczaj bardziej emocjonuje to, co dziadkowie pozostawiają, aniżeli oni sami. Dla historyka o szerszych horyzontach, wznoszącego się ponad bardzo ciasny widnokrąg dokumentów pisanych okresu wczesnohistorycznego, nie może być obojętne zagadnienie ciągłości zaludnienia badanych obszarów. Należy zaś bardzo poważnie liczyć się z faktem, że do niedawna wierzono dosyć powszechnie, a dotychczas tego poglądu broni wielu uczonych, nie tylko niemieckich, że Polska, ten pomost między Sudetami, Karpatami, a Bałtykiem, była widownią, na której kolejno występowali różni, przeważnie germańscy aktorzy, po których Słowianie wystąpili dopiero później. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
