<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Życie muzyczne">
<author_1="Stefan Kisielewski">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="10">
<date="1950-10-08">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Koncerty kameralne Polskiego Wydawnictwa Muzycznego, poświęcone muzyce polskiej, mają już swoją tradycję, swój styl i charakter, a także specyficzną ciepłą atmosferę jakby przyjacielskiego „muzykowania" (co nie znaczy wcale, jakoby wykonanie bywało amatorskie). Tradycję tę podtrzymał również XXVII, a pierwszy w tym sezonie, koncert Wydawnictwa, jak zwykle w sali „Florianki". Koncert w całości niemal poświęcony był twórczości trojga spośród laureatów tegorocznych państwowych nagród muzycznych: Grażyny Bacewiczówny, Tadeusza Szeligowskiego i Stanisława Wiechowicza. Najwybitniejszym utworem wieczoru była niewątpliwie nowa, IV Sonata na skrzypce i fortepian Grażyny Bacewiczówny. Niezwykle uzdolniona i ambitna kompozytorka doskonali i pogłębia swą sztukę z utworu na utwór — Sonata to znowu wielki krok naprzód w tym bardzo ostatnio konsekwentnym pochodzie. Bacewiczówna dawno już pozostawiła za sobą ową „modernistyczną" (w złym rozumieniu tego słowa) konwencję, nakazującą pisać utwory dość powierzchownie „neoklasyczne", groteskowe, pełne motorycznego ruchu i mechanicznych, uporczywych, niby stylizowanych figurek rytmicznych. Manierę tę obserwować było można w niektórych powojennych jej utworach, choćby w Uwerturze czy I Symfonii. Od tego czasu autorka przeszła daleką drogę, którą scharakteryzować by można zdaniem Kochanowskiego: „Weźmy przedsię myśli godne siebie..." Istotnie: ciężar gatunkowy muzyki Bacewiczówny wciąż rośnie — ewolucja ta poprzez II Symfonię i III Koncert skrzypcowy doprowadza do utworów tak pod każdym względem dojrzałych, jak grany na wiosnę w Warszawie Koncert na orkiestrę smyczkową i obecna IV Sonata. Koncert na orkiestrę smyczkową (omawialiśmy go w sprawozdaniu ze Zjazdu Kompozytorów, „Tygodnik Powszechny" nr 277) był wprawdzie również w pewnym sensie parafrazą stylu klasycznego, a raczej przedklasycznego, bachowsko-handlowskiego, lecz to nawiązanie stylistyczne nie miało, jak dawniej, charakteru zdawkowego czy mechanicznego: było wynikiem głębokiej potrzeby i istotnego zharmonizowania elementów starych i nowych — wszak współczesny „motoryzm" to niewątpliwie potomek (jak twierdzą niektórzy — nieco zdegenerowany) uporczywego ruchu rytmicznego utworów z epoki przedklasycznej, Concerti grossi Handla i Koncertami brandenburskimi Bacha na czele.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
