<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Prośba do poety">
<author_1="Jerzy Zawieyski">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="11">
<date="1950-11-19">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Przetłumacz proszę, Henryku, na mowę poezji kilka tych myśli o Janie Sebastianie — nie o nim tylko, lecz i o nas. Pamiętaj, że głównym tematem, jak w muzyce, ma być żal w pytaniu, lub może pytanie w żalu — pamiętaj, że refrenem mają być słowa — daleko, daleko — i pamiętaj, proszę, aby nie było odpowiedzi, bo któż z śmiertelnych może dać na nie odpowiedź? Pozbieraj, poeto tę grudę słów, nasiąkłych łzami: — — oto muzyka Bacha, już nie dbająca o swą piękność, przeistoczona w krystaliczny kształt modrości. Cisza i skupienie i coś, jak pierwszy zamysł Boży o stworzeniu świata. Mądrość tej muzyki przebija niebo — i nie wiadomo już, czym jest: czy mową nieba? czy mowa ziemi? Oto świat Jana Sebastiana, oglądany z wysokości Krzyża i dźwigany w niebo, czysty, ocalony. To grzesznym urastają skrzydła, że stają się podobni Aniołom, to pęka skorupa ziemi i otwierają się źródła, nad którymi trzeba się schylić, zginając kolana. — A tu dzieci tyle — pisze po prostu Anna Magdalena, żona Archanioła, — a tu pończoszki i buciki na zimę. Ale na wszystko zaradzi Archanioł Bach. Kuchnia Anny Magdaleny jest czysta i lśniąca — w kuchni rondle miedziane skrzą się, jak słońca i jak księżyce. (To zależy, Henryku, kiedy na nie spojrzy Jan Sebastian, który archanielskim graniem zarabia, aby rondle były napełnione kaszą i baraniną.) Ale, jak to się dzieje, o Boże!, że prosty, ciężki i gruby Jan Sebastian odnawia świat mądrością muzyki, która nie jest z tego świata? Nie dość mu samej muzyki.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
