<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Maskarada">
<author_1="JJS.">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="11">
<date="1950-11-19">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
W chwili gdy świeżo jeszcze mamy w pamięci wspaniały przykład filmowej transpozycji „Hamleta", warto zwrócić uwagę na zupełnie odrębną koncepcję przyswajania dramatu ekranowi, jaką zademonstrował reżyser radziecki Gerasimow. Oczywiście nie ma tu mowy o snuciu jakichkolwiek analogii między utworami tak różnymi jak dramat Szekspira i poemat sceniczny Lermontowa. Chodzi tylko o zanotowanie pewnych spraw dotyczących kinematograficznego języka na usługach wielkiej literatury, Gerasimow potraktował swoje zadanie znacznie bardziej tradycyjnie niż Olivier. Nie widać, aby dążył do stworzenia jakiegoś nowego rodzaju sztuki, stanowiącego autonomiczną syntezę teatru i kina. Tekst poetycki potraktował on jako gotowy scenariusz, nie krępując się bynajmniej konwencjami sceny, choć z drugiej strony przyjmując śmiało tego rodzaju jej implikacje, jak wyjaśniające wątek monologi i monologiczne solowe gierki. Jego sukces jest przede wszystkim wynikiem znakiem tego wyczucia atmosfery utworu. Na wskroś realistyczne tło, wolne od jakichkolwiek plastycznych uproszczeń, przeładowane mnóstwem drobiazgów, bardzo ściśle odpowiada duchowi epoki. Niektóre obrazy, jak sceny w domu gry czy na balu, robią wrażenie autentycznych, ożywionych akwatint z dziewiętnastego wieku. Równie szczęśliwie poprowadzi Gerasimow swoich aktorów, nie pozwalając im wykroczyć ani na włos poza ramy poetyckiej psychologii, którą Lermontow obdarzył swoje postacie. Linia ta utrzymywana jest z żelazną konsekwencją i dlatego patos słów i gestów, liryka i demonizm, mają w „Maskaradzie" wydźwięk czysty, poetyczny i przekonywający. Czołowa para aktorów — Mordwinow i Makarowa — dali piękny pokaz gry z trudnego pogranicza teatru i filmu. Jedyne w finale można zarzucić odtwórcy głównej roli nadmiar ekspresyjnej gestykulacji. W ogóle finał ten jest najsłabszą stroną obrazu. Przeciąganie końcowego efektu czysto wizualnymi środkami przy pewnym braku operatorskiej koncepcji i przy bardzo małej ruchliwości kamery nuży widza, w rezultacie osłabia dramatyczny wstrząs.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
