<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="List z Warszawy">
<author_1="Jan Andrzej">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="11">
<date="1950-11-26">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Wydaje mi się, że można napisać wyczerpującą pracę na temat stosunku warszawiaków do swych tramwajów. Tytuł jej winen brzmieć po prostu: „Warszawiacy i tramwaje" i należałoby zawrzeć w niej całe przekomiczne piekło tej wzajemnej relacji. Spotkałem kiedyś pewnego kaliszanina, który przysięgał, że warszawskie tramwaje są z gumy; potem, dotykając zwykłych tramwajowych ścian, przeżegnał się, twierdząc, że ma do czynienia z siłą nieczystą. Rozumiem go, tak jak rozumiem owego cudzoziemca, bodaj że Szweda, który w popłochu opuścił Warszawę po jednym kursie „25" sprzed „Polonii" na Pragę. Nie wytrzymał nerwowo, bowiem obrażeń fizycznych nie odniósł prawie żadnych, Jeśli nie liczyć drobnego zgniecenia prawej nerki. Załamanie psychiczne jest zaś u osobników mniej odpornych rzeczą zwykłą, normalną i zrozumiałą. W przeciętnie pełnym tramwaju warszawskim następuje zanik pojęcia osoby jako indywidualności fizycznej, w zamian za to przychodzi sublimacja i wzmocnienie wszelkich pierwiastków duchowych, znajdujących swój wyraz w słowie — co zresztą jest zgodne z współczesną tendencją rozwojową naszej cywilizacji. Ciało więźnie w żywej, spoistej masie bliźnich — w danym wypadku: współpasażerów — i przestaje stanowić pojęcie jednostkowe; staje się komórką ludzkiej, warszawskiej, tramwajowej magmy. Słowo zaś osiąga apogeum swego znaczenia. Błagać, grozić, przepraszać, przyrzekać, wymyślać można w tym stanie tylko przez chemicznie czyste słowo, odczynione absolutnie z możliwości gestu. Stany takie prowadzą do całkiem nadrealnych sytuacji, na przykład do zjawiska tramwaju-widma, tramwaju Latającego Holendra. Wieść gminna głosi, że pewien wóz linii "12" tak zapchał się własnymi pasażerami, że nikt nie był w stanie wysiąść na żadnym przystanku i biedny tramwaj pojechał na Wierzbno, zakręcił się bezradnie na pętli i wracał tą samą trasą z tym samym ładunkiem stopionych w jedną pasażerską papkę warszawiaków.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
