<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="700 lat zakopconego miasta">
<author_1="Tomasz Zych">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="12">
<date="1950-12-03">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Na wstępie małe wyjaśnienie: niepochlebny przymiotnik umieszczony w tytule jest tylko spóźnionym rewanżem za mieszankę dymu, sadzy i mgły, którą o świcie pewnego powojennego dnia przywitały Gliwice czyjś wychylający się z repatrianckiego wagonu łeb. Właściciel świeżo obudzonej głowy był zresztą mocno speszony; nie tylko ciężkością atmosfery i perspektywą wyładunku gratów, Także — jakimś niejasnym, plączącym się w pamięci echem nazwy miasta. Gliwice?... I nagle — przypomnienie: ciemny pokój — w kącie żółtawy ekran radioodbiornika; czerwona strzałka wędruje leniwie po skali. W miejscu oznaczonym obcą wówczas nazwą miasta — czyjś charkotliwy, histeryczny glos. Unertragliche polnische Provokation... Tak. To właśnie tu w ostatnich dniach sierpnia 1939 r. niemieccy więźniowie kryminalni przebrani w mundury wojsk polskich dokonali „wypadu" na radiostację — pod opiekuńczym okiem sześciu oficerów Wehrmachtu; niepotrzebnych już „polskich żołnierzy" zlikwidowały w tempie przyspieszonym SS-mańskie automaty, dostarczając jeszcze jednego tematu reporterskim obiektywom. Stąd tejże jeszcze nocy ruszyła rozwrzeszczana machina Goebbelsowej propagandy; na wszystkich długościach fali zespołu Deutschland-Sender nazwą Gliwic pieniła się hitlerowska prowokacja. Ruszyły lśniące walce rotacyjnych maszyn; z tłustych nadruków tysięcznych nakładów pism wołały o wojnę Niemcy. O świcie 1 września właśnie tu najpierwej może zapłonęła polsko-niemiecka granica. Kanciaste gąsienice czołgów z łatwością wgięły w ziemię graniczny szlaban; na niewielkiej wysokości — niestety bezpieczne — parły na wschód pedantycznie wyrównane klucze maszyn znaczonych czarnym, równoramiennym krzyżem. W niewiele godzin potem te same czołgi łamały na ulicach Katowic opór harcerzy i weteranów powstań śląskich. To była — wojna. A w sześć lat potem — ułamek jej wyniku: mieszkanie po dygnitarzu kolejowym, Scholzu, którego wypomadowany portret wisiał jeszcze nad umywalnią w towarzystwie ręcznika z wyhaftowaną umoralniającą sentencją, której treści już nie pamiętam. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
