<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Miasto nieujarzmione">
<author_1="JJS">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="12">
<date="1950-12-31">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Nie wiem, jak dalece wolno recenzentowi kierować się osobistymi upodobaniami, bo niewątpliwie istnieje tu jakaś granica, ale aby uniknąć nieporozumień, wolę zaznaczyć, że w recenzji tej większość zastrzeżeń nie dotyczy walorów „Miasta nieujarzmionego", które są bezsporne. Pokazano nam obraz bardzo dobry, może jeden z najlepszych w całej naszej dotychczasowej produkcji, ale... i tu zdaję sobie sprawę, że narażam się na posądzenie o eskapizm, o sympatie dla egzystencjalizmu i o inne herezje. Trudno. Otóż sprawa przedstawia się następująco: „Miasto nieujarzmione" jest jeszcze jednym utworem z serii filmów okupacyjno batalistycznych, akcentujących przede wszystkim historyczną stronę wydarzeń. W tych ogólnych ramach rozgrywa się dość prosty w swej strukturze wątek przygód niedużej grupy ludzi, z dyskretną koncesją na rzecz romansu, koncesją dostatecznie powściągliwą, by nie rozsadzała epickiego charakteru całości. Zarówno scenariusz (J. Andrzejewski i J. Zarzycki) jak i reżyseria (J. Zarzycki) wysokim swoim poziomem wydobyły z tego założenia maksimum dramatycznego efektu, dały sztukę ideologicznie konsekwentną, treściwą, emocjonującą i ciekawą. Chodzi jednak o te ramy. „Robinson warszawski" mógłby ujmować dramat stolicy od niewykorzystanej jeszcze na ekranie strony, od strony przeżyć jednostki zabłąkanej wśród dobijanego systematycznie i na zimno miasta. Zniszczenie Warszawy przez hitlerowców po upadku powstania jest faktem bez precedensu, a ponieważ odbywało się niemal bez świadków, przebieg tej tragedii jest właściwie bardzo mało znany. Odtworzenie jej przez pryzmat przeżyć samotnego rozbitka, „Robinsona" wśród ruin, byłoby pomysłem ambitnym, zasługującym na wcielenie w formę artystycznego dzieła. Pozwolę sobie mniemać, że koncepcja ta, przeprowadzona realistycznie, nie musiałaby się wcale rozpływać w beznadziejnych mrokach egzystencjalizmu, że przeciwnie, mogłaby dać przejmujący obraz krzywdy wyrządzonej Warszawie, obraz o wadze artystycznego dokumentu.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
