<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Cyfry mówią ">
<author_1="J. M. S.">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="12">
<date="1950-12-31">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Powiedziałem, że obliczenia prof. Czyżewicza było bardzo ostrożne. Dla większej pewności opuścił on w swych rozważaniach rok 1921 i rok 1938 oraz lata powojenne, ograniczając się do okresu, w którym dane statystyczne opierały się na wykazach urzędowych nie podlegających krytyce, zmniejszając w ten sposób materiał o pokaźną cyfrę 2.5 miliona porodów. W rezultacie suma jednostkowych obliczeń liczby poronień uzyskana z Małego Rocznika Statystycznego jest prawie równa obliczeniu przeciętnemu z 17 lat, opartymi na danych z Kliniki Położniczej, co pozwala sadzić, że wyciągane wnioski będą bardzo mało odbiegać od prawdy. Jedno jeszcze niepokojące zjawisko odnotowuje prof. Czyżewicz. Oto liczby ciąży w poszczególnych latach są mniej więcej równe, co dowodziłoby, iż omawiany spadek liczby porodów nie zależy od zmniejszania się liczby ciąży, ale od wzrostu liczby ich przerywania. Inaczej mówiąc, że przy mniej więcej stałej liczbie ciąży mamy tym mniej żywych dzieci, im więcej zabiliśmy ich przed urodzeniem i że tym samym, coraz częstsze przerywania ciąży stoją w jasnym przyczynowym związku ze spadkiem naturalnego przyrostu ludności. Liczba blisko 7 milionów dzieci, którym odebrano przed urodzeniem życie, to liczba większa od naszych strat poniesionych w czasie ostatniej wojny, największego przecież w naszych dziejach zniszczenia biologicznego społeczeństwa. A przecież jest to liczba tych częściowa, bo nie uwzględnia ona tych ubytków, jakie ponieśliśmy w pierwszych latach naszego dwudziestolecia oraz w okresie od 1939 roku aż po dzień dzisiejszy, przy czym, jak widzieliśmy, tendencja do silnego zwiększenia liczby poronień była w międzywojennym okresie uderzająca. Jednak to jeszcze nie wszystko. Jeżelibyśmy— pisze w zakończeniu autor — do liczb powyższych dodali nieznane nam liczbowo ciąże, które by były, gdyby nie poronienia, nie uwzględniające nawet hekatomby kobiet chorych albo doprawdy kalek na całe życie, to mielibyśmy dopiero prawdziwy obraz naszych strat ludnościowych, którym w znacznej mierze sami jesteśmy winni.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
