Władysław Abraham

Dziewosłęb. Studyum z dziejów pierwotnego prawa małżeńskiego w Polsce



 Dziś tylko w języku literackim, a tu i ówdzie w gwarze ludowej spotyka się staropolską nazwę dziewosłęba, określającą charakterystyczną postać, jaka w obrzędach weselnych ważną odgrywa rolę. Dawny obyczaj, który dotąd jeszcze u ludu naszego nie wyszedł z użycia, zatrudniał czy to przy kojarzeniu małżeństw, czy przy uroczystościach ślubnych cały szereg jakgdyby urzędowych osobistości spełniających pewne szczególne czynności w ramach barwnego obrazu obchodu weselnego. Obok dziewosłębów spotykamy swatów i swatki, starostów i starościny, marszałków, rajków, drużbów i druchny. Wszystkie te osoby posiadają obecnie jedynie tylko obyczajowe znaczenie, ich funkcye nie są ani ściśle odgraniczone ani wyodrębnione, lecz często mięszają się ze sobą; to, co zdaje się wchodzić w zakres czynności swatów czy dziewosłębów, spełniają starostowie, marszałkowie lub nawet drużbowie, a w ogóle żadna z tych osobistości nie posiada teraz wcale prawnego znaczenia, ani prawnej doniosłości Z tego jednak nie można wnosić, że tak samo było i dawniej w początkach rozwoju prawa małżeńskiego, zwłaszcza wobec wielkiego formalizmu pierwotnego prawa, niezdolnego do tworzenia pojęć abstrakcyjnych, lecz szukającego dla stosunków prawnych zewnętrznego wyrazu w pewnych formach, które je na zewnątrz uzmysłowić miały. Właściwością również owego dawnego prawa było publiczne zawieranie aktów prawnych, przy współdziałaniu osob, które bezpośrednio w stosunek prawny nie wchodziły, lecz miały jego zawarcie, przez spełnianie pewnych formalności ułatwić lub utwierdzić. Te cechy rozwojowe musiały się zarazem odbić przy zawieraniu małżeństwa, odkąd ono stało się stosunkiem prawnym, ujętym w normy dawnego prawa zwyczajowego, czy ustawowego, sakralnego, czy świeckiego. Z góry więc przypuszczać należy, że dawny obyczaj przekazywał wymienionym osobistościom, ściśle oznaczone funkcye, posiadające znaczenie już to obrzędowe, już to zarazem prawne. Dziś niestety, po upływie tylu wieków kulturalnej ewolucyi, właściwości i odrębność tych urzędów weselnych częścią się zatarły, częścią pomięszały ze sobą, a pierwotna treść prawna ich funkcyi zupełnie zanikła. Może zresztą niektóre z nich już od samego początku posiadały znaczenie wyłącznie obrzędowe, pozbawione znaczenia prawnego. Dotyczy to prawdopodobnie urzędu drużbów i drużek, towarzyszy, druhów pana młodego i towarzyszek panny młodej. Wprawdzie nauka stara się widzieć w drużbach drużynę pana młodego, pomagającą mu w czasach, gdy małżeństwo przez porwanie miało być zawierane, do uprowadzenia upatrzonej kobiety, lub usiłuje odnaleść w ich niektórych funkcyach, które raczej sprawiają wrażenie żartów weselnych, śladów dawnego komunizmu płciowego, wszystko to jednak nie określa w sposób uchwytny ich roli prawnej, a akty prawne, liczące się z różnymi momentami prawnymi przy zawarciu małżeństwa, nigdzie o drużbach lub drużkach, jako o osobach, mających spełniać jakieś czynności o charakterze prawnym, nie wspominają. To samo odnosi się do swatek czy starościn lub dziewosłębin, jakie w obrzędach weselnych biorą czynny udział, zwłaszcza przy rozplecinach lub oczepinach, udział ten jednak nie jest wyłączny, bo te same czynności mogą spełniać i inne osoby, nawet płci męskiej. Możnaby raczej wnosić, ze kobiety te przejęły z pierwotnego ceremoniału małżeńskiego funkcye przez mężczyzn wykonywane, a w każdym razie pod względem prawnym rola ich była bez znaczenia, podobnie jak u innych ludów aryjskich. Wprawdzie w rzymskich obrzędach weselnych, jak rożne pomniki sztuki starożytnej nawet starochrześcijańskiej stwierdzają, występuje pronuba, zwykle pod postacią Iunony, łącząca dłonie nowożeńców[1], lecz jakkolwiek owa dextrarum iunctio mogła mieć pewne znaczenie prawne, tak znowu pośrednictwo w tym akcie ze strony jakiejś zamężnej kobiety było prawnie obojętne. I w późniejszych pomnikach prawa longobardzkiego z połowy wieku VIII, wspomnianą jest w pewnem postanowieniu o zawieraniu małżeństw »paranympha«, kobieta towarzysząca oblubienicy i nad nią czuwająca[2], jej stanowisko jednak przedstawia się jako widoczne odbicie roli męskich funkcyonaryuszy weselnych, znanych światu starożytnemu w Grecyi i w Rzymie, noszących taką samą nazwę »paranymphi« po łacinie także »pronubi«[3]. O tych paranymphi wspominają też dość często źródła kościelne, począwszy od św. Augustyna, i z tą nazwą spotykamy się również w pomnikach naszej praktyki prawnej w sądach duchownych w wieku XV-ym. U nas w tym czasie nie posiada ona jednak ściśle określonego znaczenia, lecz, pojawiając się bardzo wyjątkowo, używaną bywa jako równoznaczna z inną nazwą łacińską »proci«. Słownictwo nasze wieku XV-go w różnych glosach polskich, jakie się dochowały, tłómaczy wyraz paranymphus zwykle wyrazem polskim dziewosłęb, czasem drużba, a słowo »procus« wyrazem »frygierz«[4] z niemieckiego Freier zalotnik, co odpowiada znaczeniu tego wyrazu w łacinie klasycznej. Z treści jednak zapisek sądowych wypływa, że ma on oznaczać zupełnie co innego, albo te osoby, co przed zawarciem małżeństw u rodziny wybranej kobiety pośredniczą, zwane dziś pospolicie swatami, a tu i ówdzie w gwarze ludowej rajami lub rajkami, albo też najczęściej to samo, co słowo paranymphi, to jest dziewosłębów. W ogóle terminologia polska w XV wieku w tłómaczeniu owych wyrazów łacińskich jest już zupełnie zamąconą, w ich określeniu więc kierować się musimy raczej względami rzeczowymi, zaznaczając zarazem, że nasz łaciński język urzędowy zaczerpnął tę nazwę »procus« w znaczeniu swatów niewątpliwie z używanej powszechnie w średnich wiekach encyklopedyi św. Izydora z Sewilli: Libri etymologiarum[5], której egzemplarz powiadała[6] biblioteka kapituły krakowskiej już w początku wieku XII. Lecz polski wyraz swat w naszych źródłach średniowiecznych bardzo wyjątkowo przychodzi i rzadziej bywa używany, aniżeli słowo dziewosłęb, a jedna zapiska sądu kościelnego płockiego z r. 1472 określa tą nazwą swat w ogóle współbiesiadników weselnych »convivae«[7]. Nigdzie też nie powiodło mi się znaleźć tłómaczenia wyrazu »swat« przez wyrazy łacińskie paranymphus lub procus, tak, że w używaniu wyrazów dziewosłęb i swat w naszej polszczyźnie średniowiecznej zdaje się przecież widoczna zachodzić różnica, a tylko nomenklatura łacińska tych słów nie była ustaloną. Dopiero w XVI wieku zaciera się ona, a słownik Mączyńskiego, wydany w r. 1564, tłómaczy wyraz paranymphus przez dziewosłęb i swat[8]. Aby rozwikłać owo trudne zagadnienie wzajemnego stosunku tych obu wyrazów do siebie, trzy nasuwają się przypuszczenia: albo, że wyraz swat jest późniejszego pochodzenia i z czasem dawną nazwę dziewosłęba wyparł, albo że obie te nazwy są nazwami odrębnemi miejscowej gwary ludowej, różnej u różnych szczepów, z których naród polski powstał i że zawsze określały te same pojęcia, albo wreszcie, że pierwotnie każda z tych nazw określała co innego i że z czasem dopiero znaczenie ich się pomięszało. Przypuszczenie pierwsze niczem w ogole nie da się uzasadnić, nie możemy go więc naukowo bliżej rozbierać, przeciw przypuszczeniu drugiemu, nad którem się nauka wogóle nie zastanawiała, przemawia fakt, że z nazwą dziewosłęba spotykamy się w różnych stronach Polski, znają tę nazwę w XIV wieku zapiski sądowe łęczyckie, wymieniają ją w wieku XV zapiski sandomierskie, a w XVI wielkopolskie[9], gdzie zaś tej nazwy nie spotykamy, istnieje zamiast niej, jak zobaczymy, inna różna od nazwy swatów, pozostaje więc tylko ewentualność trzecia, tem prawdopodobniejsza, że oba te wyrazy wydają się być prastare, a przypuścić należy, że pierwotny nasz język tak jak każdy inny w początkach swego rozwoju nie posiadał tak wielkiego zasobu słów, aby jedno i to samo pojęcie dwoma wyrazami określać. Domniemywać się też raczej należy, że oba te wyrazy pierwotnie dwa różne określały pojęcia, a nadto, skoro nasze najdawniejsze pomniki prawne zajmują się niemal wyłącznie tylko dziewosłębami wnosić dalej można, że donioślejszem było znaczenie prawne instytucyi dziewosłębów, aniżeli instytucyi swatów i że dopiero z czasem, odrębność pojęć dziewosłębów i swatów zupełnie się zatarła. Tak samo nie można uznać za równoznaczne wyrazów dziewosłęb i drużba, tem bardziej, ze zapiski sądowe tych nazw ze sobą nie mięszają. Rozumowanie to znajduje poparcie i w treści źródeł, jakiemi rozporządzać możemy, a nadto ich szczegółowe zbadanie dozwala bliżej wglądnąć w istotę prawną owych urządów weselnych. O swataniu wyraża się jedna zapiska sądowa z r. 1491 w znaczeniu nawiązania zaślubin[10], a druga z r. 1472 donosi, że swaci odprowadzają pannę młodą do domu męża[11], dziewosłębów zaś przesłuchuje sąd jako świadków dla stwierdzenia majątkowych układów małżeńskich, w których oni widocznie pośredniczyli (zap. z r. 1398 i 1462)[12]. W tym samym charakterze występują również w procesach małżeńskich »proci« względnie paranymphi jako pośrednicy w zawieraniu małżeństw[13], bez których wedle opinii współczesnej wprost niewypadałoby kojarzyć związków małżeńskich[14]. Występują oni jednak przy tych aktach, jakgdyby osoby urzędowe, działające we własnem imieniu i na zasadzie swego urzędu zaślubiają strony, do czego za zgodą obu rodzin zostali wezwani. Nie są to więc zwyczajni swaci wysłani przez starającego się jako jego posłowie lub pełnomocnicy, ani drużbowie towarzysze pana młodego lecz mogą być tak samo z jego strony, jak i ze strony oblubienicy przyzwani[15]. Wyraz swat pochodzi niewątpliwie od pojęcia przyswojania, tak jak wyraz swadźba na oznaczenie małżeństwa[16], swaci byli bowiem posłami rodu jednego do rodu drugiego, celem nawiązania układu co do przyswojenia córki jednego rodu rodowi drugiemu, i w tem też znaczeniu spotykamy tu i ówdzie w naszych kościelnych aktach średniowiecznych, kiedy już różnica między pojęciami swatów a dziewosłębów się zacierała, zwroty »nuncii paranimphi seu proci«[17]. Zwykle jednak dziewosłęb nie występuje jako poseł oblubieńca, ale jako mąż zaufania obu rodzin i sam na mocy swego stanowiska akt prawny zawarcia małżeństwa przeprowadza, względnie, jak później w jego zawarciu pośredniczy, czy to sam, czy zlecając swą funkcyę komu innemu[18]. I dla tego odpowiednio do tej roli dziewosłębów używają źródła takich także zwrotów jak n. p. »suscepit eum per procum in virum sibi habendum«[19]. Różnica miedzy dziewosłębami a swatami uwydatnia się zwłaszcza jaskrawo w ich czynnościach, bo one w zupełności odpowiadają tej funkcyi, jaką przy ślubie kościelnym spełnia kapłan. Badają więc przedewszystkiem wolę stron przez odpowiednie zapytania, których formuła była zwyczajem uświęconą, czy chcesz tego, czy chcesz tą, czy przyrzekasz go zachować do śmierci, czy przyrzekasz ją zachować do śmierci[20], a następnie łączą dłonie nowożeńców i oddają wianek panny młodej panu młodemu, a jego pierścionek pannie młodej, albo zamieniają ich wianki lub okrycia głowy[21]. W ten sposób i wedle tego obrzędu jeszcze w r. 1520 wedle jednej zapiski poznańskiej odbywały się zwyczajnie zaślubiny małżeńskie[22]. Nie należy zaś zapominać, że w owych czasach, aż do drugiej połowy wieku XVI do ustaw soboru trydenckiego, kościół jakkolwiek żądał zawierania małżeństw przed kapłanem, nie wymagał jednak do ważności małżeństwa dopełnienia formy kościelnej, więc związki takie, przez owych paranymphi proci tj. dziewosłębów zawarte, chociaż ceremonia kościelna się nie odbyła, były jako ważne małżeństwa poczytywane, jeżeli tylko słowa formuły przy tych zaślubinach przez dziewosłębów użyte wskazywały na objaw woli zawarcia małżeństwa, a nie na przyrzeczenie dopełnienia związku w przyszłości. Może w tych formułach pytań dziewosłębów widoczny jest wpływ formy kościelnej, pomimo tego jednak wydaje się niewątpliwem, że to zawieranie małżeństw przez dziewosłębów, z oddaniem wianka panny młodej sięga odległych czasów, zanim jeszcze wpływ kościoła mógł się uwydatnić. Wiadomo, że szło to dość opornie, skoro w r. 1197 legat w Polsce Piotr z Capui musiał szczególnie nakazywać zawierania małżeństw w obliczu kościoła[23], a drugi legat Jakób, późniejszy papież Urban IV, uznał za stosowne na synodzie we Wrocławiu w r. 1248 postanowić, aby nawet zaręczyny zawierano w obecności plebana i świadków »ludzi dobrych«[24]. Był to zwyoza) istniejący w wielu dyecezyach francuskich jak i w dyecezyi leodyjskiej[25], ale i w Polsce widocznie owe zaślubiny za pośrednictwem dziewosłębów, wymykały się stale z pod kontroli kościoła, więc legat starał się nadać im charakter zaręczyn, a dla zawarowania wpływu kościelnego na wszelki wypadek polecił przyzywać do tych aktów plebana, czego ówczesne prawo powszechne kanoniczne nie wymagało. Owi zaś ludzie dobrzy »boni homines«, którą to nazwą jeszcze w wieku XV określano także dziewosłębów[26] mieli tem samem zejść do roli świadków. Lecz sprzeczna z prawem powszechnem reforma legata Jakóba się nie utrzymała, i nie zdołała instytucyi dziewosłębów pozbawić żywotności, na razie uratowała się ona przez to, że dziewosłębi przyjęli na siebie obowiązek, po zaślubinach świeckich starać się o ogłoszenie zapowiedzi i o dopełnienie ślubu kościelnego[27]. W Czechach jeszcze synod praski z r. 1301 zabraniał surowo osobom świeckim zaślubiać kobiety bez interwencyi kapłana[28]. Te zapiski źródłowe, z których czerpiemy wiadomości o funkcyi dziewosłębów w wiekach średnich, odnoszą się jednak wyłącznie tylko do sfery małomieszczan i włościan, w odniesieniu zaś do małżeństw szlacheckich wspominają źródła jedynie tylko o ich roli jako pośredników w majątkowych układach małżeńskich, zapewne dla tego, że szlachta przyjęła powszechnie zwyczaj zawierania małżeństw w kościele, więc wątpliwości, czy w danym wypadku związek został zawarty, dały się łatwo usunąć, tak, że sądy kościelne nie miały potrzeby badać ceremonii weselnych, jakie się odbywały przed ślubem kościelnym. Jednak i wśród szlachty śluby świeckie, chociaż wyjątkowo, przecież się zdarzały[29], a dziewosłęb był tu także postacią przez zwyczaj powszechny uznaną jako konieczny pośrednik, przyczem zauważyć należy pewien szczegół charakterystyczny, że przy małżeństwach szlacheckich występuje zawsze tylko jeden dziewosłęb, w śród ludu zaś zwyczajnie dwóch, chociaż jeden z nich wyłącznie ceremonię przeprowadza. Nie wydaje się to przypadkowem, bo o ile chodzi o małżeństwa szlacheckie, stwierdza owe spostrzeżenie aż pięć zapisek z lat 1398, 1434, 1436, 1462 i 1508, pochodzących z ziemi łęczyckiej, z Mazowsza i z ziemi sandomierskiej[30]. Stajemy więc wobec nowej zagadki, którą tem trudniej rozwiązać, że źródła wieku XV zbyt odległe od czasów pogańskiej Polski, odzwierciedlają rezultat przeszło czterowiekowej ewolucyi, jaka się w obyczajach społeczeństwa, głównie pod wpływem kościoła, na polu prawa małżeńskiego dokonała. Wydaje się jednak rzeczą prawdopodobną, że wśród szlachty pomimo jej wyższej kultury, dawne zwyczaje prawne polskie przechowywały się w większej czystości, aniżeli wśród ludu, który niebył tak dalece rasowo jednolity, jeżeli się zważy kolonizacyę niemiecką i liczne wiejskie osady, jeńcami wojennymi, lub kupionymi niewolnikami zaludniane. Postęp kultury u warstwy szlacheckiej mógł wpłynąć na wcześniejszą zatratę lub zapomnienie i usunięcie różnych dawnych obrzędów weselnych, ale instytucye prawne rodzime, chociaż w odmiennej nieco formie, pozostały i nadal nietknięte, zacierały się jednak one u ludu, gdzie tej doniosłości nie posiadały i gdzie strona obrzędowa, górowała nad stroną prawną aktu przy zawarciu związków małżeńskich. U szlachty na pierwszy plan występował moment prawny, u ludu moment obrzędowy. Fakt więc, że przy małżeństwach szlacheckich spotykamy tylko jednego dziewosłęba, stwierdza tem dobitniej, że jest to funkcyonaryusz o odmiennym charakterze od swatów czy drużbów, że do jego zakresu działania należało właśnie przeprowadzenie prawnej strony zawarcia małżeństwa. O takim pośredniku wspomina też przy sposobności pewnej sprawy posagowej jeden akt z początku wieku XIII z ziemi sandomierskiej, a pośrednikiem tym wtedy był z prawem dobrze obznajomiony komornik i rzecznik prawny księżnej Grzymisławy[31]. U włościan wskutek przyjmowania nawet przez czysto polskie osady prawa niemieckiego, zapewniającego im znaczne społeczne i ekonomiczne korzyści, czysto polskie instytucye prawne, musiały bardzo szybko ulec zwyrodnieniu, lub zapomnieniu i dla tego na wsi charakter prawny dziewosłębów nie wyodrębniał się tak silnie, zwyczajnie też powoływano do tych funkcyi jednego ze swatów lub nawet drużbów i z tąd pochodzi pomięszanie się tych instytucyi i dawnych nazw odrębnych[32].
 Te wyniki, oparte na badaniu dokumentów średniowiecznych, ilustrują i popierają istniejące aż do czasów najnowszych nasze zwyczaje ludowe, jak je różne publikacye ludoznawcze opisują. Zwyczaje te dorzucają nadto niektóre zajmujące szczegóły obyczajowe, o których zapiski średniowieczne sądowe nie wspominają, uważając je widocznie za prawnie obojętne. Podobną rolę, jaką w naszem średniowieczu spełniają dziewosłębi, paranimphi czy proci, spełnia zwykle jeden ze swatów zwany gdzieniegdzie i dziś jeszcze dziewosłębem, czasem drużba, a najczęściej starostowie lub marszałkowie weselni. Oni kierują całą uroczystością weselną, wiążą chustą lub ręcznikiem ręce państwa młodych na chlebie[33], jakby ksiądz stułą, krają po kawałku chleba i sera i dają spożyć młodej parze[34]. Oni dzierżą różdżkę weselną, zieloną przystrojoną gałęź, zwaną wieńcem[35], na której zwykle zawiesza się wianek panny młodej przeznaczony dla pana młodego[36], wygłaszają mowy weselne[37], a w niektórych okolicach n. p. w czerskiem, biorą nawet udział przy rozplecinach panny młodej[38].
 U ludów słowiańskich sąsiadujących z Polską, wszędzie w obrzędach weselnych pojawia się podobny funkcyonaryusz, w Czechach i na Morawach plampacz, mówca, rzecznik, albo staryswat, jak gdyby starszy z pośród swatów, u Słowaków wybrany ze strony rodziny panny młodej »oddawacz« także mowca oddający poślubioną[39], w niektórych okolicach Rusi podobnie jak na Żmudzi i Litwie marszałek[40], określenie widocznie nowszego pochodzenia, zresztą na Rusi zachodniej i południowej tak samo jak u nas starosta[41], nazwy te więc dziewosłęb, starosta, względnie marszałek należy uznać jako równoznaczne, określające tego samego funkcyonaryusza. Dochowała się nawet z pierwszej połowy wieku XV jedna zapiska sądowa z ziemi chełmskiej, potrącająca o tamtejsze zwyczaje weselne wśród ludności ruskiego pochodzenia, odróżniająca wyraźnie wśród funkcyonaryuszy weselnych odrębnie starostę, drużbę i dwóch swatów. Starosta wymieniony tam jest na pierwszem miejscu, jako główny funkcyonaryusz i za to, co się na weselu działo, przed innymi odpowiedzialny[42]. Ta nazwa starosta na Rusi, jest niewątpliwie bardzo starą, bo o urzędzie starostów wiejskich wspominają już postanowienia Ruskiej Prawdy z XI wieku[43], przypuszczać więc nawet można, że pomiędzy tym starostą jako głową osady wiejskiej a starostą weselnym zachodził jakiś związek ściślejszy i stąd powstała wspólność nazwy. W Polsce starostów weselnych spotykamy dziś w różnych stronach, przeważnie jednak w ziemiach południowych w Małopolsce i na Śląsku czasem obok nich jeszcze marszałków, jako ich zastępców[44] i tu odpowiadają oni w zupełności wielkopolskim, łęczyckim lub sandomierskim dziewosłębom. O ile ta nazwa w Polsce nie jest także nowszego pochodzenia, jako naśladownictwo urzędu starosty, co jeszcze nasza folklorystyka i lingwistyka zbadać musi, tłómaczyćby ją można tylko pewną odrębnością plemienną i ustrojową szczepów południowych i północnych, z których naród polski powstał, wykluczyć bowiem należy wpływy ruskie, raz dla tego, że na Śląsku[45], który tym wpływom nie mógł ulegać, nazwa ta również i to wyłącznie występuje, a nadto, że nie jest ona obcą w tem znaczeniu polskiemu językowi średniowiecznemu. Zapiski sądowe wprawdzie o niej nie wspominają, lecz zna ją ówczesne słownictwo w glosach polskich do wyrazów łacińskich, tłómacząc wyraz architriclinus, oznaczający przewodnika godów weselnych, wyrazami starosta swadziebny[46]. Prawdopodobnem się więc wydaje, że u tych plemion polskich, gdzie ustrój oparty był na silnej władzy rodowej, czy prawno publicznej, starosta jako naczelnik rodu czy osady, reprezentował władzę sankcyonującą i utwierdzającą zawarcie związku, tam zaś gdzie takiej silnej władzy nie było, albo gdzie w małżeństwie przeważały już momenty prawno prywatne, znowu dziewosłęb oznaczał tego, który zaślubiny prawnie dokonywał. Etymologicznie bowiem ta ostatnia nazwa pochodzi od wyrazów »dziewicę snębić«, słowo zaś snębić, snubiti, prastary wyraz słowiański zachowany w dawnej polszczyźnie i w XV wieku jeszcze używany, znaczył to samo co łacińskie nubere, to jest zaślubiać[47]. I w ten sposób szczęśliwym trafem w tych wyrazach oznaczających różne strony czynności urzędowych tych funkcyonaryuszy weselnych, dozwala nam nasz dawny polski język rozwikłać chociażby częściowo doniosłe pytania z zakresu historyi naszego prawa. Z wnioskami zaś tu wysnutymi pozostaje także w zgodzie najdawniejsza wzmianka, jaką o dawnych paranymphi, dziewosłębach czy starostach znajdujemy w naszych źródłach dziejowych. Przekazał nam ją, dzięki swemu kwiecistemu stylowi, nasz kronikarz dawny biskup krakowski Wincenty Kadłubek, człowiek żyjący na przełomie XII i XIII wieku. W opowieści o waśniach synów Władysława Hermana kiedy to Zbigniew w chwili ślubu Bolesława Krzywoustego naprowadzał na Polskę Czechów, woła z oburzeniem: jakich to dziewosłębów nakłaniał, aby starostowali na weselu »quos paranimphos architriclinari studuit«. A właśnie Bolesław prosił Zbigniewa na dziewosłęba, aby przewodniczył w uroczystościach weselnych »preesse nuptiis«, jak to wówczas i w rodzinie książęcej było we zwyczaju. Słowa łacińskie przez Kadłubka w tym ustępie użyte są te same, o których dotąd mówiliśmy i niewątpliwie to samo posiadają znaczenie, stwierdzając wymownie, że w XII wieku dziewosłębi kierowali obrzędem ślubnym[48]. Tak samo jeszcze w wieku XVI pojmował Mikołaj Rej rolę dziewosłęba i odróżniał go od swatów, gdy w swym Żywocie poczciwego człowieka (ks. II. rozdz. 1.) pisał: miejże ty Pana Boga dziewosłębem a Anioły jego swaty.
 Badania tu skreślone jakkolwiek rzucają pewne światło na charakter instytucyi starostów i dziewosłębów i podają jej ogólne zarysy prawne, niewystarczają przecież do wyrazistego przedstawienia treści prawnej tego urzędu weselnego, ani formy czynności prawnych przez nich spełnianych, na których ta treść polegała. W zwyczajach ludowych dzisiejszych, ta treść prawna jest już zupełnie zaciemnioną, a znowu akty wieku XV-go są zbyt małomówne i już zbyt odległe od dawnych pogańskich czasów Polski, aby o instytucyach prawnych ówczesnych świadczyć mogły, tem bardziej, że były pisane pod wpływem innych wyobrażeń prawnych i innych stosunków kulturalnych. Należy więc znacznie szersze przeprowadzić studya po za zakresem źródeł dziejowych polskich, a nawet słowiańskich, które jeszcze mniej aniżeli polskie dostarczają materyału i próbować, czy drogą analogii urządzeń prawnych u innych ludów aryjskich nie da się rozjaśnić nasuwających się pytań. Przypuszczać bowiem można, że instytucye prawne u tych ludów przynajmniej w głównych i zasadniczych typach analogicznie się rozwijały, gdyż pierwotne tło ich powstania było niegdyś wspólne, a więc i podobny musiał być ich kierunek rozwojowy. I rzeczywiście w zwyczajach i obrzędach weselnych wszystkich ludów aryjskich, nie wyłączając Indyi wielkie zachodzą podobieństwa[49], więc i zwyczaje prawne małżeńskie nie mogły się zbyt rażąco od siebie różnić, przynajmniej tych szczepów, które w bliższym kontakcie ze sobą pozostawały, a wyodrębniły się z jednej rodziny ludów aryjskich w czasie niezbyt odległym od wyodrębnienia się Słowian, a z nimi Polaków. Najnowsza bogata literatura naukowa na Zachodzie, badając formę dawną zawarcia małżeństwa wśród różnych narodów zachodnich Europy w Niemczech, Włoszech, Francyi, Anglii i Skandynawii i jej wzajemnego stosunku do późniejszej formy kościelnej, zauważyła obok swatów wszędzie występujących, znanych także prastarym przepisom prawno rytualnym w Indyach, zalecającym wysyłanie celem starania się o małżonkę, swiadomych prawa Braminów[50], również i tę okoliczność że wsród tych ludów europejskich spotyka się równocześnie przy akcie zawarcia małżeństwa interwencyę pewnej osoby trzeciej, po za władzą rodzicielską lub opiekuńczą, która właściwie łączy narzeczonych, W źródłach włoskich występuje w tym charakterze zamiast osoby urzędowej roztropny i mądry człowiek »discretus et sapiens vir«[51], a w średniowiecznej poezyi niemieckiej »starzec znający się na tym sprawach«[52]. Przed sądem konsystorskim w Augsburgu toczyła się jeszcze w r. 1349 sprawa małżeńska, gdzie złączył małżonków człowiek świecki[53], a szereg synodów niemieckich aż do początku XV wieku, występuje przeciwko zwyczajowi odbywania ślubów za pośrednictwem osoby świeckiej[54]. Wyniki jednak badań naukowych na temat istoty i początku tego zwyczaju prawnego, dyskutowanych głównie w nauce niemieckiej i włoskiej, nie są do tej pory ostatecznie ustalone, a zdania jakie w tej mierze podnoszono, są dość rozbieżne.
 Wedle jednych instytucya osób pośredniczących przy samym zawarciu aktu małżeńskiego, której prawny charakter trudno ocenić, pozostaje w związku z instytucyą swatów, a polega na tem, że osoba owa kieruje całym aktem zawarcia związku[55], drudzy widzą w niej wybranego przez narzeczoną opiekuna, który miał zastępować władzę rodzicielską lub opiekę prawną, odkąd władza ta i opieka płci osłabła, a kobieta zyskała większą swobodę zawierania związku małżeńskiego[56], inni znowu dają zapatrywanie, że osoby te dopomagają do doprowadzenia do skutku zawarcia małżeństwa, będąc zarazem niejako zastępcami stron w obec nich samych nawzajem i w obec społeczeństwa, które temu związkowi daje swą sankcyę[57].
 Te momenty jużto pośrednictwa prawnego jużto pewnej sankcyi urzędowej dla zawartego związku, podnoszą także autorowie, określający owych funkcyonaryuszy jako zastępców prawnych obu stron, zawierających związek[58], lub jako zastępców osób urzędowych o charakterze publicznym, w obecności których w myśl przepisów praw germańskich, a zwłaszcza prawa longobardzkiego we Włoszech, małżeństwo winno było być zawierane[59]. Nie brak wreszcie i zdań pośredniczących, że osoby te są kierownikami aktu zawarcia małżeństwa i cały ceremoniał , a są równocześnie wyrazem sankcyi publicznej[60]. Godzą się zaś te wszystkie zapatrywania tem, że instytucya ta jest pochodzenia germańskiego i przeważnie wyrażają przekonanie, że powstała ona stosunkowo później z upadkiem dawnej silnej władzy rodzicielskiej
 W obec tej rozbieżności zapatrywań, nie może zdziwić, że w ostatnich czasach pojawił się nawet głos, podający te wszystkie wyniki w wątpliwość, twierdząc, że instytucya takich pośredników oddających narzeczoną narzeczonemu i łączących nowożeńców, pochodzi wprost z naśladownictwa formy kościelnej jaka się już ku końcowi cesarstwa zachodnio rzymskiego wytworzyła[61]. Mylności tego zapatrywania nie trudno dowieść zwłaszcza, że w rytuale kościelnym formuły w myśl których kapłan łączy nowożeńców dość późno się zjawiają, w Polsce naprzykład nie zna ich jeszcze najdawniejszy rytuał, jaki posiadamy, wrocławski z początku wieku XIV[62], a formuły dotyczące pytań w celu wybadania woli stron poraz pierwszy spotykamy dopiero w X wieku[63], kiedy istnienie pośredników przy zawarciu małżeństwa na Zachodzie da się źródłowo z całą pewnością wykazać. Gdy zaś brak równocześnie jakichkolwiek przepisów kościelnych i dokumentów prawnych, któreby istnienie takich formuł w pierwszem tysiącoleciu istnienia działalności kościoła stwierdzały, przeto tem bardziej nie można pojawienia się owych świeckich pośredników w zawarciu małżeństwa łączyć z formą kościelną. Przeciwnie nawet stwierdzić na podstawie źródeł można, że w chwili upowszechniania się w rytuałach owych formuł kościelnych, zjawiają się właśnie postanowienia synodalne, zabraniające zawierania owych ślubów świeckich bez interwencyi kościoła. Widocznie były one dotąd regułą i chodziło o ich radykalne usunięcie. Ta niezgodność zdań w nauce pochodzi głównie z powodu niedostatecznego uwzględnienia materyału źródłowego[64], nawet kanonistycznego, z zacieśnienia badań niemal wyłącznie do świata germańskiego lub tego, który wpływom germańskim silniej ulegał, a wreszcie wskutek pominięcia badań filologicznych.
 O paranymphi, jako tych, którzy odprowadzają poślubioną do komnaty małżeńskiej wspomina św. Augustyn na przełomie IV i V wieku[65], a jeden z najdawniejszych zbiorów prawa kanonicznego na Zachodzie Statuta ecclesiae antiqua z VI wieku zobowiązuje ich tak jak i rodziców pary młodej do przedstawienia nowożeńców kapłanowi, aby uzyskali błogosławieństwo kościoła[66]. Podobne postanowienia mieszczą się także w księgach pokutnych VIII wieku[67], a wszystkie późniejsze zbiory prawa kościelnego powtarzają te przepisy, uzupełniając je jeszcze innymi, aż do XII wieku włącznie[68]. Widocznie więc ustawodawstwo kościoła na ową instytucyę baczniejszą zwracało uwagę, skoro tym funkcyonaryuszom przekazywało pewne nakazania kościelne do spełnienia. Wprawdzie możnaby pomimo tego mniemać, że chodzi tu ciągle jeszcze o tę dawną obyczajową instytucyę owych paranymphi i pronubi, znanych światu greckiemu i rzymskiemu, ale pewne wątpliwości w tym względzie musi nasunąć fakt, że owe przepisy kościelne liczą się wyraźnie z jakimś dalej sięgającym wpływem tych funkcyonaryuszy przy zawarciu małżeństwa. Znamienną przy tem jest i ta okoliczność, że w połowie IX wieku właśnie w chwili, kiedy kościół energicznie zmierza do wciągnięcia związku małżeńskiego w obręb swej wyłącznej kompetencyi, owe przepisy, potrącające o instytucyę paranimphi się mnożą i że między przepisami autentycznymi, pochodzącymi z dawniejszych czasów zjawiają się przepisy sfałszowane. Do ich rzędu należy przepis rzekomo papieża Ewarysta z początku II wieku zamieszczony w dwóch fałszywych zbiorach u Pseudo Izydora i Benedykta Lewity. W przepisie tym chodzi również o zapewnienie dopełnienia formy kościelnej, a o owych paranimphi powiedziano, że oni wedle istniejącego zwyczaju mają oblubienicę w swej pieczy i łączą ją z narzeczonym[69]. Doniosła więc rola połączenia nowożeńców do ich urzędu należy, są tedy pośrednikami przez zwyczaj prawny uznanymi, nazwa ich jednak, zapożyczona u autorów starożytnych myliła późniejszą[70], tak jak i dzisiejszą ukę[71], a wyjaśnia ją dopiero bliżej słownictwo ludowe. Jakie jednak nazwy techniczne w różnych językach zachodnio-europejskich miał ów kierownik, czy pośrednik aktu zawarcia małżeństwa, nie da się dziś dokładnie określić, w języku włoskim nazywano go z reguły oratorem, mówcą, w różnych zaś narzeczach germańskich rożne spotykamy dawne nazwy[72], lecz nie ma pewności, czy one właśnie tę instytucyę oznaczają, czy innych funkcyonaryuszy weselnych, tak że dzisiejsza nauka niemiecka określa ją ogólnie nowym wyrazem »Fürsprecher« i mówi o »Fürsprechertrauung«. Jedynie tylko co do języka staroszwedzkiego i anglosaskiego jesteśmy w nieco lepszem położeniu. Wedle dawnych źródeł szwedzkich wyrazowi paranymphus odpowiada wyraz forwistaman oznaczający tę osobę, która w imieniu narzeczonego bada i odbiera posag i narzeczoną oddaje rodowi przyszłego męża[73], słownictwo zaś anglosaskie z XI i XII wieku podobnie jak nasze w wieku XV tłómaczy wyraz paranymphus całym szeregiem znaczeń, które różne strony tego urzędu charakteryzują. Spotykamy tu wyrazy oznaczające, o ile to dziś się da ustalić, towarzysza narzeczonego (brydboda) lub naczelnika drużyny weselnej także w oznaczeniu architriclinus (drychtzuma, dryhtman, dryhtealdor, dryhtwemend, tacobora) wreszcie tego, który przynosi cenę za kobietę względnie, za nabycie władzy nad nią (witumbora)[74]. To ostatnie znaczenie zwłaszcza musi budzić żywszy interes skoro się zważy, że w czasach, w których to odpowiednie wyrażenie mamy poświadczone już się tej ceny w rzeczywistości nie płaciło, gdyż umowa małżeńska przed ślubem t. j. przed oddaniem kobiety, straciła już charakter kupna, a przekształciła się w kontrakt formalny zakładem utwierdzony. Taki charakter posiadała ta umowa już u Gotów w IV wieku[75] i zachowała następnie u wszystkich ludów germańskich, a ślad tego pozostał w dzisiejszym języku angielskim w wyrazie oznaczającym ślub, czy zawarcie małżeństwa (wedding). I też w pomnikach prawnych anglosaskich, sięgających prawdopodobnie X wieku, spotykamy przy zawarciu umowy małżeńskiej osobistość nazwaną weddes waldend, zdaje się identyczną z tym funkcyonaryuszem, który przynosił niegdyś cenę kobiety. Owe wyrazy weddes waldend oznaczają bowiem tego, na którego ręce strony złożyły zakłady (wedd), ubezpieczające umowę i który czuwa nad jej dopełnieniem[76].
 Prawo umowne ówczesnych ludów germańskich oswobodziło się już w zupełności z dawnych momentów sakralnych pierwotnego pogańskiego prawa i znajdowało się w tem stadyum rozwoju, kiedy cechą tego prawa był ścisły formalizm czynnosci prawnych, szukający zarazem pewnego zewnętrznego plastycznego wyrazu. Plastyka ta objawiała się w różnych symbolach, które miały uzmysłowić czynnosć prawną n. p. wręczenie laski jako oznaka zlecenia, rzucenie źdźbła lub jakiegoś innego przedmiotu, jako znak zrzeczenia się prawa. Nadto sama umowa, sama zgoda stron chociaż uzasadniała powinność jej dopełnienia, nie rodziła jeszcze odpowiedzialności prawnej i dla tego prawo ówczesne domagało się nadto utwierdzenia takiej umowy przez przyjęcie odpowiedzialności za jej niedopełnienie, a jednym ze zwykłych sposobów utwierdzenia był zakład określający odpowiedzialność osobistą lub majątkową. Zakład taki (wadia) ustanawiało się także symbolicznie, przez danie jakiegoś przedmiotu zupełnie nieraz bezwartościowego[77]. Ponieważ nie przestrzeganie form przez prawo wymaganych mogłoby narazić ważność czynności prawnych, przeto uciekano się już to do interwencyi osób urzędowych, lub innych osób poważnych znających prawo, aby tokiem czynności prawnej kierowały[78]. Umowa małżeńska nie stanowiła także wyjątku. W małżeńskich formułach prawnych longobardzkich spotykamy i oratora[79], który czynność prawną prowadzi i ustanowienie obustronnego zakładu przez wręczenie symbolów, a w aktach włoskich X i XI wieku powtarza się często między innymi przykład przeniesienia władzy nad oblubienicą (mundium) przez symbol laski[80]. W obrębie prawa anglosaskiego znowu pojawia się jako symbol zakładu także różdżka, gałęż zielona[81], co i we właściwych Niemczech przy różnych czynnościach prawnych było we zwyczaju[82].
 Dawne prawo polskie widocznie przez podobną przechodziło ewolucyę, bo jej bardzo wyraźne ślady dochowały się właśnie w ceremoniale zawarcia małżeństwa. U nas tak samo jak na Zachodzie małżeństwo przychodziło do skutku przez dwa akty formalne ściśle ze sobą związane: zmówiny i zdawiny[83]. O ubezpieczeniu umów małżeńskich (zmówin) poręką czy zakładem liczne zapiski sądowe i później wspominają[84], lecz dawny symbolizm uwydatnił się przedewszystkiem w roli naszego dziewosłęba czy starosty. Jest on pośrednikiem prawnym w akcie zawarcia małżeństwa dopełniającym form przepisanych, jako w sprawach tych doświadczony. On odbierał od stron symboliczne zakłady, od tego który wydawał pannę młodą, brał różdżkę zieloną, a od narzeczonego może również drugą różdżkę[85], lub co prawdopodobniejsze jakiś przedmiot użytkowy albo drobną kwotę monety, jak u innych ludów zachodnich, wyobrażającą dawną cenę kupna[86]. Wedle naszych ksiąg sądowych wiejskich od średnich wieków począwszy aż głęboko w czasy nowożytne, utrzymywał się u ludu i w miastach zwyczaj prawny zawierania różnych czynności prawnych, zwłaszcza zdawania majętności przy kupnie przez wręczenie zielonej gałęzi, gdy drugi kontrahent utwierdził, czyli jak się wtedy wyrażano obłożył umowę przez złożenie urzędowi grosza. Jak się to odbywało opowiada jedna zapiska z wsi Ptaszkowej w okolicy Grybowa z r. 1576. Trzej bracia Adam, Piotr i Jan sprzedali rolę swoją bratu Wojciechowi i wówczas najstarszy Adam podał różdżkę zieloną Piotrowi, Piotr najmłodszemu Janowi, Jan zaś złożył ją w ręce sołtysa wsi, jako osoby urzędowej, a ten dopiero oddał ją Wojciechowi[87]. Zwyczaj ów odpowiada zwyczajom niemieckim i mógł do nas dostać się za pośrednictwem prawa niemieckiego, na którem wsie nasze osadzano, jest on jednak poświadczony i to jeszcze w wiekach średnich (r. 1485) w czysto polskiej wsi Maszkienicy w okolicy Brzeska[88], a przy ceremoniale weselnym różdżka zielona jest zwykłą na Rusi i tu ma swą odrębną nazwę derewce, gilce albo wilce[89], domniemywać się przeto należy, że jest to także dawny zwyczaj słowiański. W kieleckiem i na Kaszubach gałęź tę zastępuje laska[90], podobnie jak w zwyczajach longobardzkich. W licznych opisach naszych wesel u ludu, zebranych czy to w zbiorze Kolberga, czy w czasopismach folklorystycznych lub specyalnych monografiach wszędzie starosta weselny, dziewosłęb czy marszałek otrzymuje tę różdżkę zwaną pospolicie wieńcem, zwykle ją kupuje u drużek, zanosi do komory, a po ślubie oddaje pani młodej jakby na znak dopełnionej umowy[91]. Nie wszystko w tych dzisiejszych zwyczajach ludowych występuje z taką wyrazistością, aby można było odtworzyć całą ceremonię prawną przy oddawaniu różdżki, lecz przecież w tych niewyraźnych śladach kryją się okruchy dawnych symbolów i zwyczajów prawnych, przez upływ czasu, przyjęcie chrześcijaństwa i postęp kultury znacznie już zamąconych lub zniekształconych. W Polsce symbole te przechodziły jednak pewną ewolucyę odrębną. Jak już wyżej wspominaliśmy, w wielu okolicach zawiesza lud na owej różdżce przy ślubach wianek panny młodej, a w naszych zapiskach sądowych średniowiecznych, już się tylko wyłącznie wspomina o wianku jako symbolu zawartej umowy i o pierścionku, który narzeczony oddaje narzeczonej[92]. Widocznie odkąd zaczęto zwracać uwagę na wolę kobiety i zaczęto ją pytać o zgodę przy zawarciu małżeństwa, symbol wianka usunął zupełnie znaczenie prawne symbolu różdżki, jako zakładu oddania przyrzeczonej kobiety, tak jak znowu wpływ zwyczajów zachodnich wprowadził pierścionek, jako zadatek dopełnienia przyrzeczenia strony drugiej, chociaż pierwotnie był to symbol utwierdzenia umowy[93]. Ów symbol wianka przy umowie jest zwyczajem prawnym polskim, sięgającym w odległą jeszcze pogańską przeszłość naszego prawa. O ile zwyczaj ten jest ogólno słowiańskim należałoby odrębne przeprowadzić badania, nie chodzi tu bowiem o wianek jako strój panny młodej przy ślubie i na Zachodzie wszędzie używany, lub o wieńczenie znane w ceremoniale kościoła wschodniego, ale o symbolizowanie zapomocą wianka utwierdzenia aktu prawnego. A gdy jak świadczą nasze zapiski sądowe, nasz dziewosłęb czy starosta odbierał owe symbole obustronnych zakładów, przeto podobnie jak ów anglosaski weddes waldend, był on prawnym, koniecznym pośrednikiem aktu, bez którego interwencyi niegdyś akt prawny nie mógł przyjść do skutku. Urząd ten nie posiadał więc pierwotnie żadnego związku z instytucyą swatów, lecz dopiero później, gdy pod wpływem ustawodawstwa kościelnego stracił na prawnem znaczeniu, z nią się zjednoczył dla tego, bo zwykle jeden ze swatów dawne jego funkcye spełniał zapytując strony o zgodę[94] i tak jak dawny dziewosłęb łączył ręce młodej pary, zaślubiając ją tym aktem. I dziś jeszcze tu i ówdzie u ludu zaręczyny nazywa się dziewosłębami lub dziewosłębinami[95].
 O ile przy zmówinach t. j. umowie prowadzącej do zawarcia związku rola dziewosłęba, starosty czy marszałka posiadała doniosłe prawne znaczenie, o tyle także przy drugim prawnym momencie aktu zawarcia małżeństwa przy oddaniu poślubionej, zdawinach, uwydatnia się ona również bardzo wyraźnie. Nauka już dawniej zwróciła na to uwagę, że w formalnościach prawnych przy tym akcie na Zachodzie przestrzeganych, powtarzają się podobne zwyczaje jak przy adopcyi, bo pierwotne kupno kobiety nie mogło być stale poczytywane jako kupno rzeczy, lecz stanowiło rodzaj aktu familijno prawnego, zbliżającego się w oddaniu narzeczonej mężowi do aktu adopcyi[96]. Nie można jednak, jak sądzimy twierdzić, aby formalności przy adopcyi określone oddziaływały na ceremoniał małżeński, gdyż adopcya jest późniejszym wytworem prawnym niż instytucya małżeńska i chyba ona wzoruje się na ceremoniale ślubnym, a nie odwrotnie. Z form adopcyi, istniejących u sąsiednich szczepów germańskich, można wyróżnić przy ślubie wzięcie na kolana, objęcie osłonięcie, postrzyżyny, i jak u anglosasów i ludów skandynawskich wytrącenie z ręki pieniążka (Schatzwurf)[97].
 Niektóre z tych formalności przechowały się nawet do dziś w swej bardzo już zwietrzałej i bardzo wyjątkowej formie w naszych zwyczajach ludowych w obchodzie weselnym. Postrzyżyny jako ucięcie warkoczy panny młodej rozpowszechnione w Słowiańszczyźnie, obecnie po większej części zastąpione rozplecinami[98], należały do formalności adopcyi, o czem już nasz Kadłubek wspomina[99]. Oddanie poślubionej kobiety, wśród wróżb i ofiar bogom składanych, obejmowało dwa główne akty, wyłączenie z rodu, do którego dotąd należała i z dotychczasowej władzy, pod którą pozostawała, a następnie przyjęcie jej do rodu męża, pod jego władzę i do jego związku sakralnego. Prawne znaczenie postrzyżyn przy ślubie polegało więc na tem, że oznaczały one zmianę dotychczasowego stanu kobiety przez wyłączenie jej z dotychczasowego związku rodowego i sakralnego[100]. Symbolem zaś drugiego aktu przyjęcia pod inną władzę i do nowego rodu było osłonięcie narzeczonej, co z czasem spłynęło się razem ze zwyczajem okrycia jej głowy zawojem, z oczepinami[101]. Owo osłonięcie, od którego pochodzi łaciński wyraz nubere oznaczający zaślubiny[102], było znane wszystkim ludom aryjskim, a z ceremoniału małżeńskiego przeszło także do ceremoniału adopcyi. Ślad jego w Polsce przechował się w najdawniejszych naszych źródłach, wspominających o tem, że jak strojem dziewcząt był wianek na głowie, tak oznaką kobiet zamężnych była zasłona. Kronikarz czeski Kosmas, człowiek jeszcze XI wieku, pochodzący z rodziny polskiej, opowiada o żonie naszego Mieszka I, księżniczce czeskiej Dobrowce, której pamięci nie darzył szczególną sympatyą, że chociaż już w starszym wieku wyszła za księcia polskiego, nie miała zasłony na głowie (peplum capitis), lecz ubierała wianek dziewczyny i dodaje zgorszony, że było to bardzo nierozumne ze strony tej niewiasty[103]. I w parę wieków później pod r. 1271 notują nasze roczniki, że Gryfina żona Leszka czarnego, gdy ich małżeństwo było bezdzietne zdjęła publicznie z siebie zasłonę[104]. Nasz język średniowieczny określał zasłony owe wyrazami swoik, swojka, rabki[105], i rąbki te i zawoje były widocznie pozostałością dawnego ceremoniału weselnego. Siady zaś pewnego udziału dziewosłęba przy tej ceremonii wyłączenia kobiety z rodu dawnego i przyjęcia do nowego, u ludu naszego jeszcze teraz istnieją. Wprawdzie przy postrzyżynach, względnie rozplecinach występuje prawidłowo członek rodu narzeczonej, zwykle jej brat najstarszy, a przy oczepinach kobiety zamężne starościny, ale obok tego spotykamy także jakieś szczątkowe pozostałości innego zwyczaju. Zajmujący w tym względzie jest bardzo opis wesela w Stalowie w tarnobrzeskiem, pochodzący z ust tamtejszego włościanina i uwzględniający dokładnie wszystkie formalności uroczystości weselnych, jakieby mogły nieraz ujść uwagi niepochodzących z ludu badaczy[106]. Ceremonia oczepin tak się tam odbywa, że marszałek stawa stołek pod belką na środku izby, siada na nim trzymając różdżkę weselną w ręku, a panią młodą przyprowadzają drużbowie i sadzają na jego kolanach. Marszałek trzyma ją w ten sposób aż do ukończenia ceremonii. Mamy tu więc połączony i symbol różdżki i ślad germańskiego zwyczaju wzięcia na kolana, przy zaślubinach i adopcyi praktykowanego[107]. Zwyczaj ten mógłby świadczyć o tem, że wedle naszych wyobrażeń prawnych w celu wykonania umowy zawartej i utwierdzonej przez oddanie dziewosłębowi różdżki, obejmował on chwilowo władzę nad narzeczoną i po ceremonii postrzyżyn i osłonięcia oddawał ją jako żonę mężowi. I dawne prawa zachodnich ludów aryjskich uciekały się do interwencyi osoby trzeciej w celu przeprowadzenia różnych aktów prawnych, pozostających również w pewnym związku z aktem zawarcia małżeństwa. Wspomniany wyżej zwyczaj germański wytrącenia pieniążka, zwykły także przy wyzwoleniach osób niewolnych (per denarium) odbywał się we Frankonii nie przez samego pana, lecz przy udziale pośredniczącym osoby trzeciej, co miało zaznaczać prawne zwolnienie wyzwolonego z pod władzy domowej dotychczasowego pana[108], analogia dość bliska z tokiem czynności prawnych przy zawarciu małżeństwa. Że podobne pośrednictwo miało miejsce również w pierwotnem prawie rzymskiem przy wzorowanej na kupnie formie zawarcia małżeństwa przez coemptio, świadczy jak sądzę, zbliżona do niej bardzo i z niej niewątpliwie powstała coemptio fiduciaria dla innych celów, a nie dla zawarcia małżeństwa skonstruowana, gdzie tego rodzaju pośrednik jako coemptionator występował. W prastarem prawie rzymskiem istniała zasada nierozwiązalności władzy ojcowskiej, lecz zasadę tę osłabiła znacznie ustawa XII tablic przez postanowienie, że ojciec, któryby syna trzy razy sprzedał w niewolę, traci swą władzę, w stosunku do córek wystarczała zaś jednorazowa sprzedaż[109]. Gdyby ojciec przy oddaniu córki za mąż sprzedał ją sam wprost przyszłemu mężowi, straciłby wprawdzie nad nią władzę, ale ona weszłaby do nabywcy w stosunek niewoli. Jeżeli zaś sprzedał ją pośrednikowi i ten ją emancypował, mogła się wtedy oddać mężowi pod władzę małżeńską, ale w charakterze nie niewolnicy, lecz przyjętej córki, filiae loco. Ta formalność pośrednictwa w późniejszym rozwoju odpadła, kiedy kobieta zyskała swobodniejsze stanowisko i kiedy zaczęto już praktykować małżeństwa wolne, bez przejścia władzy ojcowskiej (manus) nad żoną w ręce męża. Ale jeszcze w ostatnich czasach rzeczypospolitej spotykamy się z wyrażeniami że kobieta została mężowi »emancipata«[110]. Takie lub podobne idee mogły tkwić również i w wyobrażeniach prawnych pierwotnych ludów germańskich czy słowiańskich, chociaż przy ich o wiele niższym od prawa rzymskiego stopniu rozwoju, inny znajdywać musiały wyraz. Na tem tle rola prawna dziewosłębów występuje w nowem szczególnem oświetleniu.
 Takie stanowisko dziewosłębów, jak je właśnie skreśliliśmy, przypuszcza jednak już znaczny postęp w rozwoju prawa, nasuwa się przeto pytanie, czy w czasach jeszcze dawniejszych istnieli również tacy funkcyonaryusze i jaki posiadali charakter. Nasza literatura folklorystyczna, spotykając w zwyczajach weselnych ludowych czynną rolę starostów, a nie badając rzeczy ze stanowiska prawnego, wysuwała na pierwszy plan stronę rytualną i widziała w dziewosłębie, staroście, czy marszałku »dawnego kapłana, patryarchę duchownego czy zarazem i rodzinnego«[111], który podobnie jak dziś kapłan chrześcijański poślubiał młodą parę. Chociaż obok zwyczajów ludowych, przesiąkniętych już nowszemi, przedewszystkiem chrześcijańskiemi wpływami, innego uzasadnienia tych domysłów nie znajdujemy, nie możemy przecież wykluczyć praaryjskiego sakralnego pochodzenia tego urzędu, gdyż najstarszy kult, kult przodków musiał nadawać od najdawniejszych czasów sankcyę religijną związkowi małżeńskiemu. W staroindyjskich przepisach nakazywano, aby braminowi, znającemu konieczne formuły ceremoniału ślubnego, darowywać suknie nowożeńców[112], a w dawniejszej Grecyi jak i w Rzymie brali kapłani udział w uroczystości ślubnej[113]. Wszak oni byli niegdyś zarazem jedynymi znawcami prawa. Rzymski kapłan wróżbita, auspex, wypowiadał słowa formuł przy ceremonii ślubnej przepisanych i jeszcze za czasów cesarstwa był zdaje się obecny przy podpisywaniu dokumentu małżeńskiego (tabulae nuptiales)[114]. I dziś jeszcze czeski staroswat zarzyna przy obchodzie weselnym czarnego koguta, jakby na ofiarę bogom[115], a nasz starosta czy dziewosłęb obdziela chlebem i serem parę nowożeńców i kraje sam pieczywo zwane kołaczem lub korowajem albo zleca to komuś z drużbów[116]. Pieczywo to istniejące u wszystkich ludów słowiańskich, wspominane w zabytkach literackich średniowiecznych[117], posiada wszelkie cechy chleba ofiarnego i bardzo przypomina obrzęd przy starorzymskich patrycyuszowskich ślubach, zawieranych przez confarreatio, gdzie także taki chleb rytualny, panis farreus, był w użyciu[118], a w starych prawach ruskich, odnoszonych do W. ks. Jarosława w XI wieku, krajanie sera jest znowu oznaką zawarcia umowy małżeńskiej[119]. Przypuszczeniu wreszcie, że w czynnościach naszych dziewosłębów, czy starostów weselnych, mieściły się obok prawnych także i rytualne funkcye, nie sprzeciwia się również dawne nasze słownictwo. Spotykamy w niem bowiem przy wyrazach paranimphus i architriclinus obok znaczenia dziewosłębów lub starostów swadziebnych, podane także drugie znaczenie zyrzec[120]. Słowo to dziś zupełnie nieużywane oznaczało w języku starosłowiańskim i staropolskim wróżbitę lub ofiarnika (żertwa ofiara)[121], a więc osobę o charakterze kapłańskim. Jeżeli więc owe łacińskie wyrazy w ten sposób tłómaczono, musiała chyba istnieć tradycya o rytualnych funkcyach dziewosłębów. I w słowniku Bartłomieja z Bydgoszczy z r. 1532 czytamy jeszcze paranymphus dzyevosląmb qui facit auspicium nuptiarum[122]. Prawdopodobnie niegdyś ów zyrzec słowiański, jako znający rytuał, spełniał obok wróżb i ofiar także rolę prawnego pośrednika przy zawarciu małżeństwa, a był nim może równocześnie u niektórych plemion polskich naczelnik rodu, starosta, gdy zaś obrzęd małżeński nabierał po za stroną rytualną coraz więcej treści prawnej i kiedy czynności prawne traciły coraz więcej swój dawny sakralny charakter[123], wówczas jego rolę objęli świeccy, przez łączące się rodziny dobrani starostowie i dziewosłębi i wtedy może dopiero owa nazwa dziewosłęba powstała.
 Zestawiając te wyniki naszych badań, możemy nawet wyróżnić w dziejach instytucyi dziewosłębów i starostów weselnych, jako instytucyi prawnej, dwie odrębne fazy rozwojowe. Pierwszą charakteryzuje pierwiastek sakralny, którego ślad przechował się w owem określeniu zyrzec i w różnych funkcyach ludowego ceremoniału weselnego, tudzież moment sankcyi władzy publicznej, tkwiący w nazwie starostów swadziebnych. W drugiej fazie instytucya ta traci charakter sakralny i prawno-publiczny, a schodzi na pole prawa prywatnego, gdzie znowu konstrukcya prawnicza aktu zawarcia małżeństwa, przy formalizmie ówczesnego prawa, domagała się udziału i pomocy pośrednika, z wymaganiami zwyczaju prawnego dobrze obznajmionego[124].
 Poruszając te problemy dotąd w nauce pod tym kątem widzenia w ogóle nie rozpatrywane, ograniczyliśmy się wyłącznie niemal do stosunków polskich. Rzeczą będzie nauki innych narodów słowiańskich wyniki nasze skontrolować i uzupełnić[125], tem bardziej, że mogą one rzucić nowe światło na dzieje rozwoju prastarego słowiańskiego prawa umownego i małżeńskiego. W każdym razie już dziś stwierdzić możemy, że instytucya pośredników prawnych przy aktach zawarcia małżeństwa nie jest wyłącznie germańskiego pochodzenia, że jej początki sięgają jeszcze w czasy pogańskie, i że nauka zachodnia tego zagadnienia bez uwzględnienia źródeł polskich i w ogóle słowiańskich, nie będzie mogła w sposób zadawalający rozwiązać.

