Anton Czechow


Wróżki i wróżbici
(Obrazki przednoworoczne)


 Staruszka-niania wróży podtatusiałemu intendentowi.
 — Droga — mówi niania.
 — Jaka?
 Niania pokazuje ręką na północ. Podtatusiały intendent blednie.
 — Pan jedzie — dodaje staruszka — a na kolanach pan ma worek pieniędzy.
 Twarz podtatusiałego intendenta rozjaśnia się.

 ...Urzędniczyna siedzi przy stole i przy świetle dwu świec wpatruje się w lustro. Zgaduje jakiego wzrostu maści i temperamentu będzie jego nowy, niemianowany jeszcze dotychczas, naczelnik... Wpatruje się w to lustro godzinę, dwie, trzy... Migają mu już przed oczami gwiazdki, skaczą pałeczki, fruwają jakieś nitki, a naczelnika jak niema, tak niema! Nic nie widać: ani naczelników, ani podwładnych. Mijają cztery godziny, pięć... Aż mu się sprzykrzyło czekać na nowego naczelnika. Wstał, machnął ręką i westchnął.
 — Widocznie miejsce będzie nieobsadzone! — mówi sam do siebie. — A to niedobrze. Niema nic gorszego nad bezkrólewie!...

 ...Panienka stoi w podwórzu za bramą i czeka na przechodnia. Musi się dowiedzieć, jak będzie miał na imię jej przyszły. Ktoś nadchodzi. Panienka prędko otwiera furtkę i pyta:
 — Jak panu na imię?
 W odpowiedzi na pytanie swoje słyszy ryk i przez uchyloną furtkę widzi wielki ciemny łeb... Na łbie rogi...
 — Może i słusznie — myśli panienka. — Różni się tylko pyskiem.

 ...Redaktor pisma codziennego stara się wywróżyć los swego dziecięcia.
 — Daj pan spokój! — radzą mu. — Chce się też panu denerwować. Zostaw pan!
 Redaktor nie słucha i wpatruje się w gęsty osad kawy...
 — Rysunków dużo — mówi redaktor. — Ale djabli je tam wiedzą... To są rękawiczki. To — podobne do jeża... A tu znów nos... Jak mojego Makara... O, cielę... Nic nie rozumiem!...

 ...Doktorowa wróży sobie przed lustrem i widzi... trumny.
 — Jedno z dwojga — myśli. — Albo ktoś umrze, albo mąż mój będzie miał w tym roku dużą praktykę...

