Bracia Grimm

Szósta podróż Sindbada


 Przez jakiś czas siedział Sindbad w Bagdadzie. Zdawało się, że już mu się wszelkie trudy przygód i podróżowania sprzykrzyły. Lecz oto po jakimś czasie znów do drogi zaczął się szykować. Rodzina odradzała mu, lecz on nie zwracał na to uwagi udawszy się do portu, przysiadł na okręt, który akurat w morze wyruszał. Wsadził nań swoje towary i pojechał. Przez długi czas płynęli szczęśliwie i Sindbad bardzo dobre interesa robił, zamieniając swoje towary na wyspach okolicznych.
 Aż pewnego razu kapitan oświadczył podróżnym, że dostali się w okropny wir, z którego nie ma wyjścia zupełnie. Obok nich była jakaś nieznana nikomu skalista wyspa, z dziwną pieczarą i otworem do niej. Aż raz okręt uderzył ogromnie silnie o tę skałę i rozbił się cały; wszyscy potonęli, tylko Sindbad ocalał.
 Zrobił on sobie z desek po rozbitym okręcie tratwę i na niej udał się w głąb pieczary. Długi czas płynął. Pieczara zwężała się coraz bardziej, aż w końcu zwęziła się tak, iż łódka z trudem się przeciskała. Wreszcie i Sindbad nie mógł się już siedzący pomieścić i wkrótce uderzył silnie głową o głaz. Straci przytomność. Gdy się obudził, leżał na murawie, na jakimś brzegu, a obok niego uwijało się moc czarnych postaci.
 Dowiedział się od nich, iż jest na wyspie i w państwie ogromnie bogatego króla Seradyby. Zaprowadzono go do króla i gdy Sindbad rzucił się na ziemię, ten podnieść mu się kazał i bardzo uprzejmie go przyjął.
 Kazał sobie opowiedzieć wszystkie przygody i ogromnie mu się Sindbad podobał. Następnie Sindbad opowiedział skąd pochodzi, opowiadał mu o swoim kraju, o Kalifie, tedy król Seradyba obdarzywszy najpierw Sindbada sowicie, wręczył mu list do Kalifa Harema Alraszyda i ogromnie bogate podarki dla niego i wysłał go ze świtą do Bagdadu na swoich własnych okrętach.

 Kalif przyjął Sindbada bardzo uprzejmie, dziwował się tak cennym podarkom i kazał sobie o przygodach Sindbada, a także o bogactwie państwa króla Seradyby opowiadać i również Sindbada sowicie wynagrodził.
