Stanisław Jachowicz


Anioł w obłokach

Zdarzenie prawdziwe


Raz całe miasto Medyolan było w ruchu; rozszedł się bowiem rozgłos, że anioł zajaśniał w obłoku. Każdy pospieszał w owe miejsce, gdzie najlepiej widzieć można było to nadzwyczajne zjawisko. Wszyscy się zdumiewali; jedni nadzwyczajne przepowiadali wypadki, drudzy, nie wiedząc co o tem sądzić, stali w osłupieniu. I w samej rzeczy widziano wyraźnie anioła pośród obłoków, ubranego w białą, długą, spadającą z ramienia szatę, na której jaśniało światło łagodne, a jednak przenikliwe, wdziękiem tęczy ozdobne. Skrzydła jego były rozpostarte, cała postać jakby ze mgły była utworzona, podobniejsza do jakiegoś żyjącego cienia niż do człowieka; zresztą to zjawisko było zupełnie nieruchome.
 Łatwo sobie wystawić, jakie wrażenie zrobił ten widok na mieszkańcach Medyolanu. Zgromadzono się i twierdzono pospolicie, że to jest posłaniec nieba, który ziemi wielkie zwiastuje zmiany, — i każdego przenikała trwoga. Wtem przybywa człowiek, który zwykł dochodzić przyczyny wszystkiego, był to jeden z pierwszych urzędników miasta; wpatruje się równie jak wszyscy i odkrywa całą tajemnicę. Zwrócił uwagę widzów, że to, co im się zdaje zjawiskiem nadpowietrznem, jest obrazem kamiennego anioła, wznoszącego się na szczycie dzwonnicy, który się za pomocą promieni słonecznych odbija w obłokach i tym sposobem wpada w oczy zdumionego pospólstwa.
 To wyjaśnienie było dokładne i stósowne do pojęcia każdego, a zwolna rozchodzące się chmury, niszczące tem samem ów widok, tem mocniej przekonywały o chwilowem omamieniu.

 To zdarzenie opisuje Kardau, pisarz żyjący w wieku szesnastym. Może ztąd być nauka dla dzieci, a nawet dla starszych, żeby lada czem się nie zatrważać i szukać ile możności przyczyn rzeczy nadzwyczajnych, albowiem częstokroć najmniejszy wypadek w oczach człowieka, pełnego przesądów, stać się może przyczyną zguby lub nieszczęścia.
