Stanisław Jachowicz


Jaś


Jasio powrócił ze szkoły, położył książki na swojem miejscu i poszedł do ogrodu. Stanęły mu łzy w oczach, bo przypomniał sobie, że nie mógł wszystkiego zrozumieć, co wyjaśniał nauczyciel.
 — Mój Boże, mówił sam do siebie, jakto inni wszystko pojmują od razu, a ja biedny, choćbym chciał szczerze — darmo! Jaka też ta moja głowa!
 Ogrodnik, człowiek rozsądny, słyszał to wszystko; wychodzi z za drzewa, bierze Jasia za rękę i rzecze:
 — Kochane dziecię, jak ci się zdaje, czy te drzewa wiśniowe, obciążone jagodami, zawsze tu były i tyle miały pięknego owocu?
 — Zapewne, odpowie Jasio.
 — Oj, mylisz się bardzo. Puste było to miejsce, chwasty i ciernie tu rosły. Ludzie pracowici uprawiali ziemię, z dalekich krajów sprowadzali drzewa, szczepili, pielęgnowali, ale plon obfity nie nagrodził ich starań. Nie ustawali jednak w swej gorliwości, podwoili pracę i doczekali się owocu. Tak i ty postępuj, kochany Jasiu! Narzekarz na słabą głowę; nie zrażaj się tem bynajmniej, pracuj, podwój usilność, a nauka przyjdzie ci łatwo.

 Ścisnął Jasio uprzejmie ogrodnika za rękę i odszedł spokojny. — Od tego czasu coraz był pilniejszym, nie dał się zniechęcić trudnościom, przewyższył też później wielu towarzyszy, którzy zbytecznie swym zdolnościom ufali.




