Stanisław Jachowicz


Szczęśliwy człowiek

(Zdarzenie prawdziwe).


Niedaleko Gdańska żył ubogi kowal, który wyrabiał skówki do statków, nazywane żabkami. Szczupłe miał dochody, a przecież był zawsze wesoły, śpiewał lub świstał sobie przy robocie. Przejeżdżał tamtędy bogaty Anglik, a że ludzie z tego narodu zwykle są ponurzy, smutni, nie mógł się więc wydziwić jak biedny rzemieślnik może się tak weselić. Idzie do niego i wdaje się w rozmowę.
 — Mój kochany, rzecze, dlaczego ty zawsze tak wyśpiewujesz? czy ty się masz za szczęśliwego?
 — Zapewne, odpowie kowal, jestem szczęśliwym, prawdziwie szczęśliwym. I czegóż mi brakuje? Mam rządną, dobrą żonę, mam pewny kawałek chleba, jestem sobie zdrów; po pracy mile czas mi upływa.
 — Ale gdybyś miał więcej pieniędzy, możebyś był jeszcze szczęśliwszym? dodał Anglik.
 — Kto wie, odpowiedział pracowity rzemieślnik, możebym tak nie śpiewał...
 Tu wsunął nieznacznie bogaty podróżny kiesę złota pod jego kowalskie naczynia i wyszedł.
 Następnych dni nie słychać już w kuźni kowala ani huku młota, ani wesołych śpiewek. Ciekawością zdjęty, idzie Anglik do kowala i pyta go o przyczynę tej zmiany.
 — Cóż ci się stało, poczciwy człowieku, wszak miałeś się za zupełnie szczęśliwego?
 — Cóż robić, panie, rzekł kowal nieco pomieszany, czasem przyjdzie co na człowieka.
 — Mój kochany! mówił dalej podróżny, bądź dobrej myśli, twój smutek prędko przeminie, ale ja nieszczęśliwy! zgubiłem całą kiesę złota, jestto znaczna część mego majątku.
 — Co? Pan zgubiłeś pieniądze? — wykrzyknął z uniesieniem kował rozweselony — te to nieszczęsne pieniądze nabawiły mię smutku. Ja lubię tak żyć, jak żyłem, a pieniądze te uczyniły mnie niespokojnym. Uważałem je za cudze i nie wiedziałem komu oddać.
 Wypytawszy o ilość i gatunek zawartych w kiesie pieniędzy i przekonawszy się, że są te same, oddał je właścicielowi, potem rozniecił ogień, rozpoczął zwykłą pracę i znowu śpiewał i świstał wesoło.

