Paulina Krakowowa


Kładka


 Gromadka dzieci bawiła się na dziedzińcu przy drodze, to w ślepą babkę, to w cztery kąty, to w gotowalnią; nakoniec chłopcy wyciągnęli z kąta długą i szeroką deskę, położyli ją na pieńku od rąbania drzewa, i zrobili doskonałą huśtawkę, na której bujając się po kolei, wszystkie dzieci radośnie wychwalały szczęśliwy pomysł tak miłej zabawy.
 Gdy się tak cieszą, Krysia spojrzała przez sztachety na drogę, i spostrzegła bladego, zmęczonego starca, który stojąc na drugiej stronie, smutnie poglądał na rów szeroki, pełen wody z niedawnego deszczu, który go od bitej drogi oddzielał. Starzec był biedny, łatana sukmana, kij w ręku i sakwy na plecach świadczyły że to żebrak; stał nad rowem i namyślał się czy przejść i zamoczyć się, czy obejść polem aż do końca wioski, gdzie dla wygody wszystkich urządzono drewniany mostek; ale droga była daleka, a on tak się czuł zmęczonym! a co przez rów, to pominąwszy zamaczanie, przy słabych siłach swoich nie przebrnąłby go bez cudzej pomocy.
 Krysia zrozumiała to wszystko, bo dobre dzieci domyślne mają serca, kiedy idzie o pomoc biednemu; odwróciła się żwawo do młodych przyjaciół mówiąc:
 — Teraz na mnie kolej huśtawki!
 — Prawda: siadaj Krysiu!
 — Ale ja się huśtać nie będę, tylko was proszę, pozwólcie mi tej deski na krótką chwileczkę.
 — Cóż z nią zrobisz?
 — Zobaczycie!
 I rącza dziewczynka schwyciła deskę z pieńka, a wlokąc ją całemi siłami, przyszła aż nad rów przy którym żebrak stał jeszcze i chciała ją jednem końcem na drugą przełożyć stronę, ale sił tyle nie miała.
 Myślicie może, że się nie udał dobry zamiar Krysi? — owszem! cała gromadka dzieci posunęła się do niej, i położono na rowie kładkę. Młodzi robotnicy przeszli na drugą stronę, dwoje z nich prosiło żebraka, by im sakwy swoje przenieść pozwolił, jedno wzięło kij sękaty, a Krysia wziąwszy starca za rękę, przeprowadziła go na drogę.
 Wzruszony żebrak ukląkł na gościńcu i ze łzami w oczach błagał Boga o błogosławieństwo dla dobrych dzieci, a bardziej jeszcze wzruszony ich ojciec, który z okienka patrzył na wszystko, co zaszło, w tem samem miejscu kazał postawić mostek z poręczami dla dogodności biednych wędrowców, i mostek ten po dziś dzień zowie się kładką Krystynki.






