Paulina Krakowowa

Sędzia pokoju

 Kazio z Luciem stali raz pod drzewem w ogrodzie, i sprzeczali się zacięcie, a o co? zgadnijcie! — Oto Kazio dowodził, że na drzewie rosły śliwki, a Lucio, że węgierki.
 Wtem nadbiegła Zosia, a widząc braci w sporze, spytała o przyczynę.
 — Ja mówię że to śliwki — rzekł Kazio.
 — A ja, że węgierki, bo słyszałem, że tak wczoraj mówił tatunio — po wiedział Lucio.
 — Obadwa macie słuszność — rzekła Zosia.
 — To być nie może!
 — Tak jest jednak, bo widzicie: wszystkie takie owoce zowią się śliwkami, ale każdy gatunek ma osobne nazwisko.
 — Jakto gatunek? — zapytał Lucio.
 — Oto naprzykład renkloda, czy to śliwka ?
 — No! śliwka, ale nie taka jak zwyczajna.
 — A mirabela?
 — Też śliwka.
 — Więc widzisz, i węgierka też śliwka, choć jeszcze inne ma nazwisko.
 — Niech i tak będzie — rzekł uporny Kazio — ale któż z nas ma słuszność?
 — Obadwa, powiadam wam — rzekła Zosia — i zaraz cię przekonam: wszak wy obadwa jesteście chłopczyki, a przecież ty się nazywasz Kazio a drugi z was Lucio. Otóż tak jak się sprzeczacie o śliwki, posprzeczajcież się o siebie; ty mówisz, żeś chłopczyk, a Lucio powie że Kazio: któryż prawdę powie?
 — Jużciż my oba.
 — Widzicie więc, że oba macie słuszność — rzekła maleńka i wziąwszy za ręce pogodzonych braci, poszła z nimi do domu.


