Paulina Krakowowa


Zawsze prawda się wyda


 Przy parkanie w ogrodzie rosły śliczne morele i nawet już dojrzewać zaczynały, kiedy ojciec ciesząc się ich pięknością, przez ciekawość policzył, wiele ich być mogło. Nazajutrz przechodząc taż samą ścieżką, spostrzegł że na jednej gałązce przerzedziły się owoce; przeliczył wszystkie morele: brakowało trzech.
 Ojciec potrząsnął głowa, wiedział już kogo mógł posądzać, bo nieraz synek jego Antoś zrywał owoce kryjomo. Jednak przyszedłszy do domu odmienił zdanie; Antoś siedział przy matce, a na zapytanie: którędy chodził do szkoły, ulicą czy ogrodem, odpowiedział że ulicą.
 — Nie zerwałeś też czasem trzech moreli? — spytał ojciec.
 — Jużem ich od dwóch dni nie widział — odrzekł śmiało chłopczyk — bo nie miałem czasu wyjść do ogrodu.
 Skończyła się na tem rozmowa, obiad szedł spokojnie, a po obiedzie ponieważ było bardzo gorąco, Antoś idąc do szkoły, zdjął sukienny surducik i włożył lżejszy.
 Matka wiedząc, że kieszenie studenta częstéj potrzebują naprawy, zaraz po odejściu syna, wzięła surducik chcąc się przekonać, czy gdzie niema dziury, a przepatrując go bacznie, w bocznéj kieszeni znalazła trzy świeżo wyjęte morelowe pestki.
 Za powrotem Antosia, ojciec spytał go surowo:
 — Dlaczego kłamałeś? dlaczego dopuściwszy się kłamstwa nie przyznałeś się do winy?
 Chłopczyk chciał się zapierać, lecz ojciec i matka rzekli:
 — Mamy świadków.
 — Świadków?
 — Tak, sięgnij ręką do téj kieszeni.
 Antoś zapuścił rękę w surducik, i zapłoniony wydobył nieszczęsne pestki, które w zapomnieniu sam schował w kieszeń.
 — Niech cię to nauczy — rzekli rodzice — nietylko przed Bogiem, lecz nawet i przed ludźmi nigdy się prawda nie ukryje, lecz prędzej czy później, zawsze się wyda. Staraj się zawsze dobrze czynić, a nigdy nie kłamać.


