Wacław Nałkowski


List dra Hertza

 Szanowny Redaktorze!

Spodziewam się, że w imię sprawiedliwości zechcesz pomieścić w Przeglądzie Tygodniowym niektóre uwagi na artykuł p. Wacława Nałkowskiego, pod tytułem „Kopnięcie umierającego lwa“, (Przegląd Tygodn. nr. 34). List mój ma pewien interes ogólny, gdyż zostaje w ścisłym związku z etyką literackiej krytyki.
 Ks. W. Dębicki w nr. 32 „Tygodnika Ilustrowanego“ umieścił sonet pod tytułem: „Nadczłowiek“[1]. P. Nałkowski upatruje w tym sonecie napaść brutalną na złożonego niemocą Nietzchego i z tego tytułu widzi w wystąpieniu księdza Dębickiego interes, wypływający ze stanowiska jego fachu. Ponieważ Nietzsche powątpiewał o interwencyi bóstwa w porządku tego świata, więc musi być potępionym, zdyskredytowanym, a jeśli można, to należy go palić na stosie lub szarpać kleszczami. Na dowód prawdziwości tego twierdzenia, p. Nałkowski wspomina o dawniejszych utworach ks. Dębickiego („Bankructwo umysłowe“, „Zola i Wolter“). Nie mam zamiaru bronić ks. Dębickiego, jestem krańcowym przeciwnikiem jego poglądów, a mimo to muszę protestować przeciwko sposobowi polemizowania p. Nałkowskiego, gdyż usprawiedliwia on poniekąd metodę, używaną przez krańcowych naszych zacofańców, polegającą na przypisywaniu przeciwnikom motywów, którymi oni nie myśleli się kierować. P. Nałkowski twierdzi, że geneza nadczłowieka Nietzschego, tej twardej i bezlitosnej, zdobywczej, brutalnej, wysoko egoistycznej istoty, jest wynikiem uczuć subtelnych, wielkiej wrażliwości wśród nieodpowiedniego, grubego medyum, które stało się zgubą chorego myśliciela. Nie wdając się w bliższy rozbiór tego poglądu, muszę jednak zaznaczyć, że pomimo największych usiłowań nie mogłem dopatrzeć się w pracach Nietzschego wyników, któreby miały dla ludzkości jakąś wartość realną, któreby rozszerzyły jej horyzont umysłowy lub moralny z wyjątkiem chyba nauki o niepomiernym rozwoju indywidualności. Większa część jego dzieł jest zupełnie niezrozumiała, a te jego myśli, które odnoszą się do etyki, robią bardzo smutne wrażenie. Przecież sam p. Nałkowski przyznaje, że niejeden brutal z przyrodzenia weźmie to, co było reakcyą przeduchowionego Nietzschego, za swój sztandar życiowy, za środek dla swego egoizmu, dla praktykowania gwałtu i ucisku. Dlaczegóż więc p. Nałkowski utrzymuje, że ks. Dębicki występuje przeciwko Nietzschemu, zowiąc go zbirem podłym, który chce wypłynąć śród łotrów powodzi, który jest arlekinem, szakalem, złodziejem? Może być, że ks. Dębicki miał na myśli tych właśnie zbójów, którzy wybryki zbolałego serca myśliciela używaja jako sztandar dla uzasadnienia swych niecnych czynów. Przyznam się, że ja w sonecie ks. Dębickiego nie mogłem dopatrzeć się napadu na samego autora „Also sprach Zarathustra“. Co więcej, jestem mocno przekonany, że wystąpienie ks. Dębickiego, miało jedynie na celu tych właśnie praktycznych Uebermenschów, o których p. Nałkowski wspomina.

