Najlepiej ze swojego dzieciństwa wspominam lato, kiedy to dzieci nie musiały chodzić do szkoły i wszyscy bawiliśmy się na podwórku. Mieszkałam w bloku, więc było też dużo innych dzieci. Nie mieliśmy daleko do samego rynku, miasta i w tym rynku był sklep Delicje, do którego zawsze chodziliśmy po lody i gumy kulki za złotówkę. Po drodze był, (yy) było boisko, na którym często graliśmy, ale przez to, że było betonowe, to często również dochodziło do niemiłych przypadków i podrażnień kolan czy łokci, czy innych ran. (yy) Zawsze lubiliśmy się bawić też na trzepaku, a kiedy wybudowano nam plac zabaw, to to było wielkie osiągnięcie i wielka radość, bo tam już spędzaliśmy godziny, aż któraś z mam nie wołała z samego bloku, przez całe osiedle, żeby przyjść na obiad albo chociaż po wodę. Nie zgadzaliśmy się, bo każdy chciał jak najdłużej bawić się i być ze swoimi przyjaciółmi.